Ultra Trail Lądek Zdrój

ut_logoKiedy czuję, że nie udał mi się bieg, mam ochotę wrócić za rok i sprawdzić czy tak było faktycznie. Tak właśnie postanowiłem zrobić z biegiem Ultra Trail podczas Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich. Byłem pewien, że rok wcześniej coś było nie tak, dlatego znowu stanąłem na lini startu, żeby sobie coś udowodnić. Założyłem sobie też jedno, nie nastawiam się na konkretny wynik, miejsce…po prostu biegnę swoje. Oczywiście walczę do końca.

Po Chojnik Maratonie szybko ułożyłem sobie plan treningowy i mocno przepracowałem 5 tygodni, pytanie było jedno, czy to co sobie w głowie układam, a później realizuję, przełoży się na przyzwoity wynik? Zdaję sobie sprawę, że moja wiedza na temat treningów biegowych jest jeszcze niewielka, ale coś już pewnie wiem, a najważniejsze, że cały czas próbuję, zmieniam i mocno staram się słuchać swojego organizmu. Wiem też jedno, żeby biegać w górach na przyzwoitym poziomie trzeba po prostu w nich często trenować. Może już wystarczy, skupiam się na biegu. Godzina 6 rano wystartowaliśmy. Widzę znajome twarz: Miłosz, Paweł, Tomek, znajomy Litwin, który biegł również rok wcześniej, jest również Magda. Zaczynam spokojnie, wiem, że początek jest mocno pod górkę. Wcześniej wspomniana czwórka chłopaków wychodzi na prowadzenie. Staram się nie podpalić i nie przesadzić z tempem. Za ruinami zamku Karpień jestem juz z dwoma chłopakami. Wbiegamy na szutrową drogę i lecimy w stronę szlaku granicznego. Jeden chłopak szybko odpada. Teraz jesteśmy w dwójkę czyli 5 i 6 pozycja. Staram się jednak cały czas biec rozsądnie. Szybka wymiana kilku zdań z towarzyszącym mi kolegą. Sławek mówi, że to jego początki z biegami ultra, ale biegnie ładnie i trzyma moje tempo. Przebiegamy pierwszy punkt odżywczy i jeszcze kawałek w dół. Zaczyna się długi podbieg w kierunku najwyższego szczytu na trasie czyli Czernicy. Tam przed skrętem na szlak w oddali widzę Tomka, który pomylił trasę, krzyczę do niego, że źle biegnie i ma wracać. My zaczynamy szybkie podejście na górę. Znam trasę dosyć dobrze, bo po biegłem rok temu i w tym roku byłem kilka razy pobiegać po tych górach, może tym razem się nie zgubię :). dfbg_m_adamczukZ Czernicy zbiega się lekko i przyjemnie, w głowie mam cały czas porównanie mojego samopoczucia z tym sprzed roku. Wiem, że moje nogi są lekkie i biegnie się zdecydowanie lepiej, mimo tego, że tempo jest mocne. Wpadamy na drugi punkt odżywczy, szybkie uzupełnienie wody i izotonika i biegniemy dalej. Dobiegamy do stromego  podejścia. wdrapujemy się na górę i już jesteśmy na szutrowej drodze. To ta sama droga, którą biegliśmy na początku biegu za zamkiem Karpień. Tą drogą dobiegamy znowu do szlaku granicznego, ale tam biegniemy w przeciwną stronę, w kierunku Przełęczy Lądeckiej. Ten fragment trasy jest inny niż rok temu. Zdecydowanie fajniejszy. Wąski i bardzo urozmaicony szklak po którym biegnie się dobrze, tak mi się wydaje. Teraz Sławek wychodzi na prowadzenie, biegnę za nim. Mam mały spadek energii i rozwiązanego buta. Zatrzymuję się, wiążę „więzła” ( tak na sznurowadła mówi moja młodsza córka 🙂 ) zbieram się i staram się gonić Sławka. Jednak na kolejny punkt wpdamy osobno. Tam spotykamy Piotra i pyta się czy wiemy co się dzieje z Miłoszem i Pawłem ? Podobno pomylili trasę, a przed nami jest tylko Litwin. Tutaj też spotykam znajome dziewczyny z Poco Loco, którym mogę teraz oficjalnie podziękować za zaproszenie na organizowany przez nie bieg Forest Run :). Uzupełniam szybko brakujące płyny i wybiegam kilkadziesiąt metrów za Sławkiem. Biegniemy w kierunku Borówkowej Góry, wiem, że teraz trasa jest fajna, mocno zróżnicowana i bardzo ciekawa. W okolicy Borówkowej udaje mi się dogonić Sławka i dalszą drogę pokonujemy razem. Tak samo jak na początku biegu, teraz też bardziej ja nadaję tempo, szczególnie na zbiegach. Dobiegamy do punktu w Złotym Stoku. Tam odbywa się szybka kontrola obowiązkowego sprzętu. Dowiadujemy się też, że biegnący przed nami Litwin ma 9 min przewagi, ale dostał 15 min kart za brak obowiązkowego wyposażenia (dowód, folia, kurtka). Znając trasę wiem, że te najfajniejsze etapy już na nami. Teraz zaczyna się sporo długich i męczących podbiegów. Co zrobić, trzeba walczyć. W połowie podbiegu pod Jawornik Wielki, dogania nas Miłosz. Chwilę rozmawiamy i staramy się utrzymać tempo Miłosza. Jest mocne wiem, że dla mnie za mocne, ale walczę, widzę kątem oka, że Sławek walczy jeszcze bardziej. W pewnym momencie puszczamy Miłosza . Staram się wykorzystać moment słabości Sławka i zaczynam mocno podejście pod Jawornik. Widzę, że kolega odpuszcza, więc maszeruję jeszcze mocniej. Wiem, że z Jawornika czeka mnie już tylko zbieg do ostatniego punktu w Orłowcu. dfbg_r_zakrzewskiPo drodze mam jeszcze małą wywrotkę, ale dosyć kontrolowaną, więc nie ma co płakać. Do Orłowca docieram już mocno sponiewierany, wiem, że zostało około 12 km z czego jakieś 7 km z górki. Dam radę, muszę dać radę. Szybkie uzupełnienie płynów, żel i w drogę. Dowiaduję się też, że Litwin biegnie swobodnie i mam ponad 15 min przewagi. Wiem, że teraz czeka mnie około 5 km po górkę, które muszę pokonać biegiem, a nie marszem. Staram się „świńskim marszem” pokonywać kolejne metry. Wyznaczam sobie krótkie przerwy na marsz, na załapanie oddechu po czym znowu zmuszam się do truchtu. Czuję że jest ciężko, ale myśl, że meta już niedaleko dodatkowo mnie napędza. Nie wiem czy ktoś mnie goni, ile mam przewagi. Wiem jedno, trzeba biec swoje i nie oglądać się na innych. Jest, w końcu zaczyna się zbieg…teraz już z górki, jednak nogi już nie są świeże. Jednak z górki jakoś idzie, najpierw szutrowymi ścieżkami do asfaltu do Lutyni. Tam na rogu wiem, że jest miejsce z wodą, podbiegam pije kilka łyków przemywam twarz i w drogę. Asfalt niestety nie prowadzi cały czas w dół, są dwa momenty delikatnie pod górę. Walka trwa, to już naprawdę końcówka. Przed samym Lądkiem, widzę na poboczu Piotrka Hercoga, który krzyczy do mnie, że jestem drugi. Jak to, pytam? Pokazuje palcem, na trawie siedzi Litwin, który osłabł w końcówce i odczekuje swoją karę. W tym momencie dostałem jakiś bonus mocy, ktoś mi mówi, że do mety około 700 metrów. Biegnę z uśmiechem na twarzy w tempie na pewno poniżej 4 min na kilometr jak nie szybciej. Nie mam zegarka, zerwał mi się po drodze, ale czy to ważne, nogi niosą to biegnę. Wpadam na metę. Jest, udało się, przybijam piątkę z Miłoszem i idę do Ani. Ona jest w szoku, mówi ,że nie było mnie na pomiarze czasu i nie wiedziała co się ze mną dzieje. A tu nagle na drugi miejscu ja wpadam na metę. Fajnie, taka niespodzianka :).dfbg_podiumPo chwili sprawdzam czas w jakim pokonałem te 68 km. Jest dobrze 7:00:01, o ponad 40 min szybciej jak rok temu. Tam gdzie mogłem nadrobiłem, wiem też, że walczyłem mocno, pewnie nie dałem z siebie 100 czy 110% bo chyba tak nie potrafię. Teraz trzeba się wykąpać i wrócić na metę, bo biegną jeszcze inni. Na trasie 3 osoby, którym pomagam w treningach: Paulina, Karolina i Mateusz. Poza tym pewnie i inni znajomi. Atmosfera na mecie jest super, ładna pogoda, trawka i szczęśliwe osoby wbiegające na metę.

Jestem zadowolony, wiem też że sporo szczęścia i przypadku było podczas tego biegu. Poprawiłem to co kulało, wiem, że to kolejny etap, ale fajny etap. Litwin dociera 5 min za mną, a Sławek z którym pokonałem około 70% trasy 10 min później. Dzięki Sławek za kawał wspólnego biegu. Magda wpada na metę razem z Pawłem. Dziękuję Anni za wsparcie i za to, że na kolejnym biegu była ze mną, „Linie” za kilka słów i zmuszenie mnie do jeszcze większego wysiłku, choć nie do takiego na 110%. Dzięki również z wsparcie Buff Polska, ZmianyZmiany, Squezzy Polska, Xsocks Polska, 98clothing, FreeWay, Willa Jagniątków i Vege Runners fajnie, że jesteście ze mną.

Zdjęcia: R. Zakrzewski, M. Adamczuk, A. Witczak

Miejsce open 2 / 151 miejsce w kat. wiekowej 1 / 27