Szpot , a teraz czas na góry

Obrazek-1Bieg Szpota w Swarzędzu był moim ostatnim startem na asfalcie. Nie, nie rezygnuję z biegania na ulicy – nic z tego. Tak jak i rok temu po startach wiosennych na ulicy czas przenieść się w to co najpiękniejsze czyli góry. W amatorskim bieganiu według mnie musi być czas na każdy teren i różnorodność dystansów. Ja staram się być biegaczem uniwersalnym, nie przypinając sobie jakieś etykiety, wiem, że do każdego dystansu trzeba mieć respekt jak i do terenu w jakim odbywa się dany bieg. Bieg Szpota – Na początku kilka słów o ostatnim biegu w Swarzędzu. Biegłem tam drugi raz, rok temu niestety nie mogłem, ale teraz się udało. Myślę, że ten bieg wyrasta na jeden z większych biegów na dystansie 10 km w Wielkopolsce. Organizacja na bardzo wysokim poziomie, jedyna rzecz do której mogę się doczepić to bardzo słabe wyżywienie po biegu – brak jakiś propozycji dla takich osób jak ja, myślałem, że to już stało się norma i że w menu znajduje się propozycja w wersji wege. Trasa biegu jest w sumie ok, mogą odstraszać podbiegi w ilości czterech sztuk, ale po nich zawsze następuje zbieg. Na ostatni kilometrze jest on dosyć długi po którym jest wbiegnięcie na stadion. Minusem jest na pewno duża ilość kostki typu pozbruk, która nie jest przyjazna dla startówek. szwarzedz_szpot_2015Start ten traktowałem z dużym luzem, nie spodziewałem się jakiś wielkich fajerwerków. Co prawda pogoda była dosyć sprzyjająca ,a moje samopoczucie również dosyć dobre. Od początku biegło się dosyć swobodnie, ale bałem się zaryzykować, cały czas w głowie miałem końcówkę i dwa podbiegi na ostatnich 2 km. Dlatego wynik na mecie szału nie robi, bo kto nie ryzykuje ten też pije szampana :). Pobiegłem w dobrym nastroju z czasem 35:42 zajmując 36 miejsce i 4 w kategorii wiekowej. W nagrodę dostałem poduszkę ( nagradzano 10 osób w każdej kategorii ) którą po powrocie do domu przejęła najmłodsza córka. Takie biegi też mają swój klimat i charakter.

Teraz Góry –  dokładnie takim samym schematem po okresie przygotowania do wiosennych startów, wystartowałem w kilku zawodach na ulicy w sumie dwa biegi na 10 km, półmaraton no i niestety nieudany maraton :(. Czas na bieganie po górach i w terenie, czyli to co kręci mnie bardzo, zarówno same starty jak i przebywanie i trenowanie w górach. Już za kilka dni razem z Robertem jedziemy na 4 dni w Karkonosze, ten wyjazd jest ostatnim solidnym treningiem przed naszym wspólnym startem w Rzeźnikurzeznik_wasyl_2Następnie po kilku dniach odpoczynku, zaczynam przygotowania pod kątem mojego drugiego ważnego startu , a mianowicie Grani Tatr. Jest to dla mnie równie ważny start co wspomniany już Rzeźnik i również mam na niego swój cel i rachunki do uregulowania sprzed dwóch lat :). Dlatego mam w planach dwa wyjazdy treningowe w Tatry, wiem, że bez nich będzie ciężko osiągnąć założony cel. Wiem jak bardzo cierpiałem dwa late temu, szczególnie na długich kamienistych zbiegach, to był jakiś koszmar. Dlatego trzeba nogi przyzwyczaić do takiego wysiłku a szczególnie do podłoża jakie jest w Tatrach. W między czasie mam też zaplanowane starty które są raczej jako dodatek treningowy. Nie jest też powiedziane, że wystartuję w nich na 100%, wszystko zależy od kilku czynników, jednak warto mieć plan, zarys i pod to wszystko dopasowywać. W każdym razie mam już zarezerwowane następując starty Cross na Dziewiczą Górę, Dolnośląski Festiwal Biegowy – Ultra Trail 65 km plus TriCity Trail ( do wyboru dystans 80 km + lub półmaraton ) na ten bieg dostałem zaproszenie od organizatorów za co bardzo dziękuję i jest mi naprawdę miło. gran_karolina_carnecka3Myślę, że ostateczną decyzję co do startów uzupełniających podejmę po biegu Rzeźnika, nie chciałbym się zepsuć od nadmiaru startów, treningów i biegania po górskich szlakach, bo w końcu na jesień muszę się jeszcze rozliczyć z najtrudniejszym z najtrudniejszych dystansów jakim jest maraton. Oczywiście w grę wchodzi tylko start w maratonie Poznańskim który wypada dokładnie w dzień moich urodzin :).

Słowem podsumowania – zaczynam misję góry, ale jesienią  ( w październiku ) wracam, żeby walczyć na ulicy. Mam nadzieję, że dam radę podołać tym wszystkim wyzwaniom i nie zepsuję swojego organizmu. Wszystko w moich rękach, głowie i nogach, od jakiegoś czasu sam sobie jestem trenerem, po zdobyciu może niedużego, ale wydaje mi się, że przyzwoitego doświadczenia w temacie treningów, chcę teraz sam na sobie testować swoje przemyślenia i plany. Przyniesie to oczekiwany rezultat, albo będzie porażka, jednak jak nie spróbuję to się nie przekonam. Udało mi się samemu dojść do poziomu 2:58:21 w maratonie i to bez zegarka z GPS, to dlaczego nie próbować dalej. Mniej więcej wiem czego mi brakuje i jakie treningi muszę polubić. Czas pokaże, a korzystając z okazji chcę oficjalnie podziękować Piotrowi vel Szmajchelowi za pomoc w treningach w ostatnich dwóch latach. Może nie była to idealna współpraca ale na pewno nauczyła mnie dużo i odkryła przede mną wiele tajemnic treningowych – dziękuję. zloty_polmaraton_2013

Podoba się Tobie ten wpis, Prześlij znajomym!