Run Adventure czyli majówka w górach

run_adv_logoBiegów etapowych jest chyba niewiele, tym bardziej było to dla mnie coś innego. Zupełnie nowe doświadczenie. Jak to jest biegać przez 3 dni? Jak jadę na trening w góry biegam 3,4,dni pod rząd, ale jednak to trening. Jak mam ochotę idę na colę do schroniska, robię zdjęcie…A tu trzeba codziennie rano być w gotowości, czyli takie 3 starty pod rząd. No nic, pojadę, pobiegnę i się przekonam. I tak postanowiłem spędzić majówkę Beskidzie Żywieckim,codziennie mierząc się z inną trasą.

Przed pierwszym etapem miałem w głowie wiele niewiadomych. Wiedziałem, że jest to kameralna impreza, która rozgrywa się na dwóch dystansach ze wspólnym startem, krótszym gdzie przez 3 dni pokonuje się około 80 km i ten który ja wybrałem dłuższy z dystansem około 117 km. Każdy etap miał swój start i metę w innym miejscu, to wydawało mi się bardzo fajnym rozwiązaniem. No to startujemy.

Etap I – dystans około 45 km – start i meta stadion Istebna Zaolzie. No to ruszyliśmy, początek asfalt dosyć płaski, który po chwili zaczyna delikatnie kształtować się ku górze. Każdy zaczyna dostosowywać tempo pod siebie. Zaczyna się wbiegnięcie na szlak i pierwsze mocniejsze podejście. Widzę, że biegnę na 2 pozycji, nikt poza osobą z dystansu krótszego nie wyrywa się do przodu. Może za mocno zaczynam, co z resztą? runadventure_etap_1_3No nic, biegnę swoje. Mijam pierwszy punkt odżywczy, łyk wody i za chwilę mam już towarzystwo. Szybka wymiana zdań, okazuje się, że jeden z nich to chłopak z krótkiego dystansu, a drugi to Jacek, który biegał już w tych zawodach. I tak biegniemy sobie razem, profil robi się dosyć płaski, a za chwilę delikatnie w dół. Noga podaje więc biegniemy, ja jednak mam w głowie cały czas jedną myśl „pamiętaj jest to bieg który trwa 3 dni, nie tylko dziś”. Po miłym odcinku zaczyna się długi podbieg, jest na tyle łagodny że cały czas biegniemy. Po kilku kilometrach pojawia się rozgałęzienie trasy, zostaję już tylko z Jackiem. Trasa cały czas pod górkę, widzę, że Jacek mocno ciśnie, ja jednak ostrożnie. Na przemian biegnę i maszeruję, ale cały czas kontroluje kolegę. runadventure_etap_1_1Zaczyna się zbieg, ruszam mocniej, a po chwili zostaję przepuszczony i biegnę już sam. Po fajnym technicznym zbiegu mam długą lekko w dół drogę, którą dobiegam do kolejnego punktu. Uzupełniam wodę i ruszam dalej, zaczynając mocne podejście. W dole widzę sylwetkę Jacka który dobiega właśnie do punktu. No nic zaczyna się bieg :). Wiem, że przed sobą mam główną atrakcję tej trasy czyli Baranią Górę. Za ile ona będzie, nie mam pojęcia, wiem jednak jedno, że robi się bardzo ciepło. Moje myśli skupiają się nad tym czy mam przed sobą jeszcze punk odżywczy. Z tym pytaniem dzwonię do Ani i proszę o sprawdzenie. Dostaję od niej info, że na 38 km jest woda. Uff czyli mogę pić i biec dalej. Jest Barania Góra, zaczynam podejście, coraz więcej turystów, to chyba popularny szczyt. runadventure_etap_1Zaczynam zbieg, na początku łagodnie, ale z czasem robi się trudniej. Bardzo kamieniście, sporo ostrych kamieni, nie biegnie się łatwo, szczególnie, że w nogach już około 37-38 km.  Jest woda, super, szybko uzupełniam braki i w drogę. Wiem, że do mety nie ma już wiele, ale właśnie te końcówki kosztują najwięcej energii. Pożeram ostatni żel i zastanawiam się czego mogę się spodziewać na końcówce. Przyznam szczerze, że końcówka bardzo fajna, poprowadzona bardzo fajnymi ścieżkami, naprawdę fajna. I w tych ciekawym okolicznościach udaje się dobiec do mety. Jest naprawdę ciepło, uzupełniam płyny i rozkładam się na trawce czekając na kolejną osobę, żeby sprawdzić czy przed następnym dniem udało się wyrobić jakąś przewagę. Kolejny zawodnik melduje się po koło 15 min, jest nim wcześniej wspomniany Jacek. Ok można iść odpoczywać, kilka minut zapasu jest zgromadzone 😉

Etap II – dystans około 33 km – start i meta w Rycerce. Na ten etap trzeba dojechać około 20 km jak nie więcej, zgaduję się z kolegą Michałem i jedziemy razem. Z opowieści wiem, że ma być to najbardziej ciekawa trasa z tych 3 które przygotował organizator. A na trasie mamy Wielką Raczę, przełęcz Przegibek i Rycerzową. Kojarzę część tej trasy bo jakieś 2 lata temu byłem tutaj na treningu przed Chudym Wawrzyńcem którego w końcu nie ukończyłem…:). Ruszamy zbitą grupą, początek to około 2 km asfaltu. runadventure_etap_2_1Skręt w prawo i zaczyna się podejście pod Wielką Raczę. Chłopaki z krótkiego dystansu mocno ruszają do przodu, ja staram się kontrolować swoją konkurencję i numery w kolorze czerwonym. Na górę docieram jako pierwszy z dłuższego dystansu. Zaczyna się fajne bieganie, sporo błota, i sporo urozmaiconego terenu. Staram się przypomnieć ten odcinek, przecież biegłem tutaj, ale jakoś tak nie mogę, słabo coś z moją pamięcią. runadventure_etap_2_4Docieram do przełączy Przegibek, jest tam punk odżywczy, uzupełniam wodę i już prawie daję chłopakowi z obsługi numer telefonu, żeby mi napisał ile mam przewagi nad kolejnym. Ku mojemu zdziwieniu z lasu wybiega właśnie „kolejny”. No nic trzeba zacisnąć poślady i biec dalej, a raczej podchodzić, bo zaczyna się strome podejście. Zdaję sobie sprawę, że nie ma sensu uciekać i zarzynać się na maxa. Szczególnie że zaraz za podejściem kiedy to zacząłem wyciągać nogi i nabierać tempa zaliczyłem glebę i stłukłem kolano. Na szczęście nie jakoś mocno, ale coś jednak poczułem. Biegnę dalej, czym szybciej tym meta bliżej. runadventure_etap_2_2Pogoda juz nie jest taka ładna jak dzień wcześniej, a błota na trasie jest naprawdę sporo. Noga nie raz wpadła po kostkę w błocko. Kolejne podejście i jesteśmy już w dwójkę. Szybka wymiana, okazuje się, że kolega Mariusz wczoraj był 4 i mam nad nim ponad 20 min przewagi. No to pobiegniemy razem, zawsze w parze łatwiej, a on może coś zyska i ugra przewagę nad kolejnymi osobami. Za Rycerzową jest dosyć stromy zbieg, pokonuję go mocno, Mariusz trzyma się dzielnie. Widać, że jest silny na zbiegach, jak się później okazuje nic dziwnego jak się jest w wojskowych służbach specjalnych. runadventure_etap_2_3Końcówka to fajna twarda droga o idealnym nachyleniu. Mariusz delikatnie wychodzi na prowadzenie, ale szybka kontra z mojej strony. Pytam go czy mocno chce wygrać ten etap, on odpowiada że i tak jest szczęśliwy i wie, że sporo udało mu się nadrobić. Wbiegamy na asfalt, tabliczka 1 km do mety, postanawiam podkręcić tempo do okolicy 3:50-3:45. Mariusz odpuszcza, wbiegam z kilunastoma sekundami przewagi. Wiem, że po tym etapie będą zmiany, ale na szczęście mnie nie będą dotyczyć.

Etap III – dystans około 40 km – start i meta stadion centrum Istebnej. Zmęczenie daje już znać o sobie, jednak 25 min przewagi nad kolejną osobą daje mi psychiczny spokój. Spokojny początek i kontrola czerwonych numerów. Tak samo jak dzień wcześniej krótki dystans pobiegł do przodu, tam też chyba nie było jeszcze tak klarownej sytuacji jak na naszym dystansie. Tak do 15 km mogę śmiało stwierdzić, że czułem się jak na dobrym treningu, zmęczenie minęło, mięśnie ok. Miła atmosfera w grupie, a kolejne kilometry uciekały. Jednym słowem sielanka. runadventure_etap_3_1Biegliśmy w 4 osobowej grupce, która na zbiegach się delikatnie rozciągała, po czym znowu scalała. Nie pamiętam dokładnie, ale jakoś koło 10 km było rozgałężenie tras. Po czym zostaliśmy w 3 osobowym składzie, poza mną był Mariusz z którym biegłem dzień wcześniej oraz kolega który walczył o 3 miejsce. Nic nie zapowiadało, że nasz grupa rozpadnie się, jednak po 14 km był dosyć fajny techniczny zbieg. Noga poniosła i odskoczyłem od kolegów. Za zbiegiem był długi lekko idący w dół odcinek asfaltu, gdzie dodatkowo nogi poniosły, i po chwili okazało się, że biegnę już sam. runadventure_etap_3Po odcinku asfaltowym przebiegłem przez punkt pomiaru czasu, szybkie pytanie do pana z obsługi czy jest tu punkt odżywczy. Odpowiedź brzmiała – nie. Szybko do strumyka i napełniłem butelki i w drogę. Gdzieś w oddali wypatrzyłem chłopaków, którzy raczej nie palili się do pościgu za mną. Zaczęło się dosyć strome podejście, noga podawała dobrze więc delikatnie podkręciłem się i postanowiłem, że na ile się uda na tyle zacznę powiększać przewagę. Podejście nie było jakieś długie, później zaczął się odcinek mocno przeplatany, sporo biegania i krótkich mało stromych odcinków. I długi kolejny odcinek asfaltu, który ciągnął się naprawdę długo. Po czym nastąpił mocny skręt w lewo i mega fajny odcinek crossowego trawersu, który zakończył się przeprawą przez strumyk. A następnie punk odżywczy, szybkie napełnienie wody i w drogę. Znowu sporo biegania, takiego na dobicie leżącego, czyli niby nie było stromo, ale jednak ciężko już się pokonuje takie odcinki. Jednak meta coraz bliżej i to cieszyło najbardziej. No i zakończę całą edycje kolejną wygraną etapu.runadventure_etap_3_2No i się stało, całkiem zapomniałem o mojej zdolności gubienia się w górach czy to na treningu czy to na zawodach :). Końcówka przebiegało po dosyć wąskiej asfaltowej drodze, ja w głowie miałem cały czas profil trasy i wiedziałem, że na końcówce jest jeszcze małe podejście i dopiero zbieg do mety. Dobiegłem do białego betonowego mostku i z klapkami na oczach i swoją sugestią przebiegłem go na wprost po czym zacząłem wspinać się pod górkę. Ale taśm brak i to co stało się teraz jest dla mnie niezrozumiałe, normalnie jakieś jaja. Stwierdziłem, że na górze tego podejścia będzie pewnie odbicie w dół. Ale tam nic nie było, no to w dół do mostu, a tam wiszą piękne taśmy. I odbijam w prawo, widzę chłopaka przed sobą i pytam który jesteś? On mówi, że 2 osoby są przed nim, no to dupa…co wybiegałem to teraz straciłem. Końcówka bardzo fajna, mocno crossowa, ale biegnę już na samo dobiegnięcie. Wbiegam na metę i widzę mocne zdziwienie w oczach chłopaków oraz pytanie „zgubiłeś się”? No tak, dupa ze mnie.

Zakończenie – moja pomyłka nie miała wpływu na końcową kwalifikację biegu. Poza tym, że ja sam byłem mocno niepocieszony i trochę zły na siebie, ale co zrobić, jak nic się nie zrobi :). Ogólnie udało się wygrać całą rywalizację na trasie długiej. Na pewno jest to miłe, jednak jestem świadom skali tego wydarzenia. Na pewno wiem jedno, że prze te 3 dni nie miałem momentów kryzysu, zwątpień. Był to naprawdę bardzo dobry i mocny trening, naprawdę mocny. Jedyne co po tych 3 dniach mi doskwierało to odparzona pięta, no ale jakieś ofiary muszą być…runadventure_zakonczeniaPodsumowując było to naprawdę duże doświadczenie w moim bieganiu po górach. Takie 3 małe starty, które dały mi dużo przemyśleń, radości i nowego doświadczenie. Na pewno śmiało mogę polecić ten bieg jako zupełnie nowe doświadczenie w biegach górskich. Sama organizacja na dobrym poziomie, dziwi mnie tylko słaba medialność tej imprezy i co za tym idzie mała ilość partnerów i uczestników.

Na koniec duża piątka za wsparcie dla: ZmianyZmiany dzięki za możliwość startu, Buff Polska, X-Socks Polska, Squezzy Polska, 98clothing, FreeWay oraz Vege Runners te barwy są zawsze w moim sercu, może nie zawsze mam je na sobie, ale zawsze z nimi biegam.

Zdjęcia wykonane przez chłopaków z BikeLife są naprawdę super 🙂