Prawdziwy Zimowy Ultra Karkonoski

zimowy-ultramaraton-karkonoski-logoW czasie biegu zastanawiałem się, co mnie skusiło, żeby wziąć udział w nim. Wydawało mi się, że chęć sprawdzenia się w zimowych warunkach, bo innego wytłumaczenia nie znalazłem. Nie przepadam za zimnem, a w szczególnie moje dłonie z którymi mam często problem. Do tej pory góry zimą były tylko dla mnie miejscem jazdy na snowboardzie, a tu taka decyzja. W każdym razie zapisałem się. Na początku wydawało mi się, że mogę powalczyć w tym biegu…..

Z czasem jednak uświadamiałem sobie, że jestem za dużym cieniasem, żeby pokonać trasę tego biegu w jakimś powalającym czasie. Lista startujących mocnych zawodników powiększała się z czasem. Dodatkowo dwa tygodnie przed startem udałem się na 3- dniowy wyjazd treningowy. Ten wyjazd pokazał mi, że bieganie zimą różni się dosyć mocno od tego co znam latem czy w okresie kiedy nie ma śniegu na szlakach. Po powrocie wiedziałem, że bieg łatwy nie będzie. Pogoda jaka panowała w górach, ze wskazaniem na spore opady śniegu, warunki zapowiadały się bardzo wymagające. Nie zmieniało to faktu, że dzień zawodów zbliżał się coraz szybciej i w końcu nastąpił. Z Karpacza autobusami zostaliśmy przetransportowani do Jakuszyc. W autobusie w towarzyskiej atmosferze razem z Benkiem, Bartkiem, Miłoszem i Suchym dotarliśmy na miejsce. Praktycznie po kilku minutach od przyjazdu już staliśmy na linii startu gotowi na przygodę. zuk_1Pogoda nie rozpieszczała, dosyć chłodno i mglisto. Początek po ubitej trasie biegowej, następnie kawałek po asfalcie. Przebiegliśmy koło lokalnej stacji benzynowej którą bardo dobrze znam z wyjazdów do Czech na snowboard. To było nasze stałe miejsce gdzie zaopatrywaliśmy się w korony. Pamiętam jeszcze te czasy, gdzie za koronę płaciło się 10 groszy, co to za piękne czasy to były. Wracam do biegu, jesteśmy już na szlaku w stronę hali Szrenickiej. Nie znam tego szlaku i nigdy tu nie byłem, czyli niewiadoma. Czuję, że chyba trochę za szybko rozpocząłem ten bieg, szczególnie płaskie odcinek który miał około 2 km. Z drugiej strony chciałem się dobrze umiejscowić przed zaczynającym się podbiegiem.Docieram do schroniska na hali, chyba na 7 pozycji. Tam znajduje się  punkt odżywczy, mały łyk herbaty, którą podaje mi  Zosia . W tym miejscu chyba dzieje się najwięcej, dogania mnie grupka około 5-6 osób w której dostrzegam Miłosza. Zabieram się z nimi, ale czuję, że może nie powinienem tak mocno na początku, bo może się to później zemścić. I to zawsze mój problem czy iść na full czy odpuszczać. Zauważyłem ,że na większości biegów ultra mam na około 20% trasy takie małe przytkanie. Muszę z tym walczyć, ale teraz nie wiem co będzie dalej i jakie spotkam warunki. Byłem co prawda dwa tygodnie temu, ale od tego czasu dopadało z 30 jak nie więcej centymetrów śniegu. Nie zmienia to faktu, że biec trzeba, bo meta jeszcze daleko. Mgła strasznie ogranicza widoczność pomimo, że znam naprawdę dosyć dobrze te góry, nie do końca wiem w którym miejscu się znajduję. zuk_2Jeszcze przed zbiegiem ze śnieżnych kotłów, tak sądzę, że było to tam 🙂 wyprzedza mnie Paweł, chwilę biegnę za nim, ale po chwili odpuszczam i wchodzę na swoje tempo. Znów zaczyna się zbieg, tutaj doganiam dwie osoby – jedną kojarzę z podejścia z Jakuszyc, był chwilę przede mną. Wyprzedzam ich i zaczynam zbieg, słaba widoczność, a śniegu momentami mocno po kolana. Cały czas staram się trzymać wzrokiem patoli, to one oznaczają szlak i trasę biegu, ale nie byłbym sobą jakby nie było małej pomyłki. W pewnym momencie patoli brak. „Ja pierdykam” – znowu źle pobiegłem, ale na szczęście to tylko kilkaset metrów i szybko wracam na trasę. W oddali widzę dwie osoby, krzyczę do nich, że mają się trzymać lewej strony. Szybko do nich dołączam. Okazuje się, że jedna osoba to wcześniej wyprzedzony zawodnik, a druga to kolega Andrzej który na początku chyba mnie nie poznaje. Mam w głowie jedną myśl, muszę w jak najlepszej formie dotrwać do Śnieżki. I najlepszą opcją będzie pokonać tą drogę w grupie. Zaczynamy kolejne podejście, a następnie zbieg do przełęczy Karkonoskiej. Na zbiegu zaczynam prowadzić, chłopaki mocno za mną. Wpadamy na odcinek, który jest latem pokryty asfaltem, teraz jest tam w miarę ubity śnieg. Biegnie się dosyć przyzwoicie. Przed Odrodzeniem doganiamy Oskara, wyprzedzamy go i biegniemy dalej. Chłopaki delikatnie mi odskakują, ale wiem, że za chwilę jest podejście i ich dogonię. Już w połowie podejścia idziemy razem. zuk_3Zaczyna się chyba najgorszy odcinek biegu, a w sumie ciężko to nazwać odcinkiem biegowym. Tam gdzie latem można ładnie biec, teraz jest to walka ze śniegiem, który momentami sięga do kolana albo wyżej. Dodatkowo jest bardzo sypki, a trawers dodatkowo utrudnia nawet szybki marsz. Naprawdę walka o kolejny kilometr,  nie jest łatwa. Udaje się dotrzeć do Słoneczników, może teraz będzie już lepiej, ale nic z tego, cały czas brniemy w śniegu po kolana. Andrzeje prowadzi naszą trójkę, każdy mocno skupiony na stawianiu kolejnego kroku. Kolejny punkt to Spalona Strażnica, chwilę za nią spotykamy turystkę która mówi, że za chwilę będzie już lepiej, szersza droga i bardziej ubity śnieg. Zaczynam prowadzić, faktycznie jest szerzej, ale jakoś śnieg cały czas ciężki i biegnie się mega ciężko. Ile można to biegnę, widzę, że chłopaki delikatnie zostają z tyłu. 
Jest mglisto, mało co widać, a dwa tygodnie temu była tu piękna pogoda i można było podziwiać piękno Karkonoszy. Do Sląskiego Domu docieram pierwszy, tuz za mną Andrzej, mówię mu, że wchodzę do środka, żeby napić się herbaty, idzie ze mną. Tam widzę kilka znajomych twarzy, między innymi jest Martyna, szybko mówi jak tam w czubie biegu. zuk_4Proszę o herbatę do bidonu i wypijam dwa łyki herbaty i w drogę. Andrzej wychodzi kilkanaście sekund za mną. No to teraz szybko na Śnieżkę i w dół. Na początku podejścia doganiam kolegę z naszej trójki, zrezygnował z punktu. Na podejściu idę dosyć mocno, nie wiem, ale czym mocniejsze podejście tym jakoś bardziej mi leży. Na Śnieżkę docieram pierwszy i szybko zaczynam zbieg. Ależ słabo widać, naprawdę mega słabo. Dodatkowo  dużo śniegu, zbiegałem tu dwa razy jak byłem dwa tygodnie temu, i biegło się naprawdę dobrze. Teraz jest to jakaś jakaś masakra, ale staram się jak najszybciej pokonać ten stromy odcinek, nogi wpadają mi straszliwie w śnieg. Tuż za zbiegiem widzę kolejnego zawodnika, praktycznie już jestem za nim, ale chwilowy brak energii nie pozwala mi go wyprzedzić, pożeram żel i biegnę dalej. Mijam Czeskie schronisko Jelonka i odbijam w stronę Sowiej Przełęczy. Tutaj latem naprawdę można ostro biec, teraz jest średnio, dużo śniegu i biegnie się strasznie ciężko. I tak do samej przełęczy Okraj, nie ma płynnego biegania. Trasa jest prowadzona po Czeskiej stronie, wbiegam koło wyciągu narciarskiego, tam trochę się zamotałem i ktoś krzyczy do mnie, że muszę obiec cały wyciąg. Chwilę później dogania mnie Andrzej i już razem docieramy do punktu odżywczego. zuk_6Szybkie uzupełnienie herbaty i ruszam dalej. Tej części trasy nie znam, nie znam odcinka do Kowar, ale jak się okazuje jest mega fajny i ciekawy, a szczególnie początek zbiegu. Wąska ścieżka w śniegu, która momentami przechodzi w strumyk. Biegnie się naprawdę fajnie, tutaj zaliczam swoją jedyna glebę podczas całego biegu, ale oczywiście przy takiej ilości śniegu na wesoło. Na tym odcinku też, wyprzedzam wcześniej widzianego za Śnieżką zawodnika, jest to kolega z zagranicy, który jak później się okazuje długo biegł na 3 pozycji. Za zbiegiem zaczyna się wąski pas w śniegu, biegnie się średnio, tutaj mam przerwę na kolejny żel, w tym momencie kolega z zagranicy mnie wyprzedza. Jednak nie na długo, po około 2 km jak już droga robi się szeroka i w miarę twarda, wyprzedzam kolegę po raz drugi. Chwilę później jestem wyprzedzony przez kolegę z którym pokonałem trasę od Śnieżnych Kotłów do Domu Śląskiego. Mija mnie naprawdę szybko, jednak nie podpalam się i biegnę swoje. W okolicy Kowar jest skręt w lewo i zaczyna się asfaltowy podbieg na którym dostaję dużo energii. Szybko mijam kolegę, który chyba zaczyna odczuwać trudy zbyt szybkiego zbiegu. Droga ta prowadzi do miejsca w którym zostaję skierowany między innymi przez koleżankę Magdę na wąską ścieżkę i zaczynam podejście. Szlak prowadzi cały czas pod górę, nie jest to może duże nachylenie, ale na tym etapie nie jest już łatwo. Ile mogę podbiegam jednak, a część podchodzę. Cały czas zastanawiam się czy dotrę do miejsca o którym myślę. Tak, miałem rację, wiem już gdzie jestem, znam już tą drogę. zuk_7Teraz tylko muszę dotrzeć do Szerokiego Mostu i już jestem w Karpaczu. Ten odcinek nie był dla mnie łatwy, koleiny, błoto i już paląca się kontrolka z rezerwą energii. Z dwa razy na dłuższych odcinkach obejrzałem się za siebie, wypatrując chłopaków, ale nikogo nie widziałem, jednak czułem, że są blisko. Mijam Szeroki Most, już jestem w Karpaczu. Znam te okolice, ale nie do końca wiem którędy dokładnie idzie końcówka biegu. Skręt w lewo, krótki zbieg, mostek i podejście. Odwracam się, a tu za mną już jest Andrzej, wymieniamy kilka krótkich zdań i każdy już skupia się na swojej wewnętrznej walce. Chwilę później pojawia się Oskar, jesteśmy w trójkę. No nie ! tyle uciekałem, a tu z 2 km przed metą już mnie dogonili. Postanawiam, że łatwo się nie poddam i jak przegrać to w koleżeńskiej walce. Mijamy cmentarz, zaczynamy ostatnie podejście. Widzę stojącego Pigmeja, krzyczy , że to końcówka podbiegu i juz tylko w dół. Jesteśmy na górze stoku Kolorowa, puszczam nogi i lecę ile fabryka da w dół. Jestem na dole, chwila zwątpienia gdzie biec, ktoś krzyczy na mostek. Pokonuję krótkie schody w górę i za chwilę jedne, drugie w dół. Wpadam na karpacki deptak, za mną chłopaki, ale ogień, finisz co najmniej jak na na biegu ulicznym na 10 km. Kiedyś ktoś powiedział, że nie można odpuszczać, zawsze do końca i tak tez czynię. zuk_8Wpadam na metę, 2 sekundy za mną Oskar i 5 sekund za nim Andrzej. Andrzej mi później powiedział, że sprawdził, i biegliśmy końcówkę na asfalcie tempem w okolicy 2:50. Przebiec 53 km po górach w mega śniegu żeby pościągać się na karpackim deptaku :).  W każdym razie koleżeńskie gratulacje za walkę do końca, szybka wymiana spostrzeżeń, wspólna fota i trzeba się doprowadzić do stanu używalności i kibicować pozostałym. Ostatecznie bieg kończę na 10 miejscu, zamykając ją jako najstarszy osobnik. Czas jaki potrzebowałem na pokonanie tej trasy to 6:28:26. Przed wyjazdem w góry wydawało mi się, że stać mnie na złamanie 6 godzin, ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Wiedząc jaka jest pogoda i jaka ilość śniegu, czas zszedł na drugi plan i do końca nie kontrolowałem go jakoś mocno. Fakt, że tylko pierwsza trójka złamała 6 godzin pokazuje, jak ciężkie były warunki. Na pewno był to ciężki bieg, ale nie najcięższy w jakim brałem udział. zuk_9Super organizacja, super atmosfera, fajni ludzie dookoła. No i moje ulubione, a na pewno najczęściej odwiedzane góry. Szkoda, że latem nie ma tej samej imprezy, na pewno byłaby dużą konkurencją do biegu który start i metę ma w Szklarskiej. Gratulacje dla wszystkich którzy ukończyli ten bieg, a w szczególności dla tych którzy mnie w nim wyprzedzili :). Jeszcze sporo treningów i doświadczenia mam przed sobą, a ten start na pewno był bardzo wartościowym doświadczeniem i kolejną biegową lekcją.

Dziękuję ZmianyZmiany ża możliwość startu, Squeezy Polska za energie na trasie, Buff Polska za kilka gadżetów mojego biegowego ubioru.

Zdjęcia autorstwa: Błażej Łyjak, BikeLife, Paweł Pigmej Krawczyk, SportoweZary, Jacek Deneka, RunFaello