Piękno Karkonoszy czyli Chojnik Maraton

chojnik_maraton_1_dKolejny bieg z tych w którym chciałem wystartować od jakiegoś czasu. Chojnik Maraton niestety zawsze pokrywał się z biegiem Rzeźnika, a bardziej z okresem przygotowania do tego biegu. W tym roku w pierwotnej wersji również miałem, a raczej mieliśmy z Robertem powalczyć w Bieszczadach. Plany jednak zweryfikowało życie. Postanowiłem, że czas spróbować swoich sił w ulubionych Karkonoszach. Dzięki jednemu z swoich partnerów znalazłem się na liście startowej :)…

Może na początku o samym starcie, a na koniec o moich przemyśleniach gdzie mogłem popełnić błąd i nogi nie niosły tak jak bym chciał. W dzień startu od samego rana padał, a raczej lał deszcz. Muszę przyznać, że jak jechałem z Jagniątkowa na start to wycieraczki chodziły na pełnych obrotach. Jednak z czasem zaczęło się przejaśniać i już około 20 minut przed samym startem deszcz odpuścił. Początek biegu prowadził wąskimi, asfaltowymi drużkami. Jednak po około kilometrze już zaczęły się podbiegi. Wiadomo, na początku nogi niosą, więc takie pagórki nie są straszne.  Wiedziałem co mnie czeka, dzień wcześniej spacerowałem z Anną po tych ścieżkach, dlatego starałem się mocno hamować, jednak musze przyznać, że czułem ciężkie nogi. Pierwsze 10 km jest praktycznie cały czas w górę, aż do Petrovej Budy. Wiedziałem, że nie ma co przesadzać, jednak nie spodziewałem się, że ta część trasy będzie w moim wykonaniu tak słaba. chojnik_pio_trekNie tak miało być, nie takie było moje założenie, ale co z tego jak nogi ciężkie i nie kręcą się jak bym chciał. Po dotarciu do Petrovej Budy szybkie skorzystanie z punktu odżywczego i w drogę. Wiedziałem czego się spodziewać – dokładnie 2 tygodnie wcześniej biegałem po tym odcinku trasy. Wiedziałem, że całą część trasy biegnącej po stronie Czeskiej, aż do Śnieżnych Kotłów powinienem pokonać cały czas w biegu. Na zbiegach i odcinkach płaskich było ok, jednak przy każdym niewielkim podbiegu nie było już kolorowo. Ten odcinek trasy był jakimś koszmarem, jedyne na co miałem ochotę to płakać. W głowie sporo dziwnych myśli. Kurde znowu sobie coś założyłem i nie trafiłem z dyspozycją. Miała być walka o czołowe miejsce, a ja nie wiem czy jestem w pierwszej 20. Słonik nie marudź, biegnij swoje, masz już spore doświadczenie i korzystaj z tego – takie rozmowy toczyły się w mojej głowie :). Ok biegnę, co zrobić, nie zawsze idzie według planu…a może moje plany są za ambitne a ja za słaby… Przed Śnieżnymi Kotłami zaczyna się zbieg do Schroniska pod Łabskim Szczytem. Nie jest trudny, biegnie się dobrze. Od Schroniska wiedziałem, że to się zmieni, ten odcinak jest naprawdę techniczny. Tutaj liczyłem, że uda się coś nadrobić. Nie pomyliłem się, dla części osób, które biegły przede mną, ten zbieg okazał się chyba trudny. Tutaj wyprzedziłem 6 może nawet 8 osób. Dogonił mnie też Tomek Baranow, mega doświadczony zawodnik. chojnik_filip_basaraRazem pokonaliśmy pozostałą część zbieg, aż do punktu odżywczego, który znajdował się przy Wysokim Moście. Tomek napełniał jeden bidon, ja musiałem uzupełnić dwa. Dopóki trasa była płaska moje tempo było przyzwoite i swobodnie goniłem Tomka, który wcześniej wybiegł. Jednak kiedy zaczął się delikatny podbieg, było już słabo. W pewnym momencie trasa skręcała na niebieski szlak który prowadził na Czarną Przełęcz. Wiedziałem, że jest to długie i ciężkie podejście. Ogólnie lubię takie podejścia, ale tego dnia podchodziło się naprawdę słabo. Dodatkowo cały czas w dół biegli uczestnicy półmaratonu, który wystartował godzinę po maratonie. Były momenty gdzie było naprawdę ciasno, ale z drugiej strony było wzajemne wsparcie. W połowie podejścia dogoniłem kolejną osobę. Idę, a raczej walczę dalej. Już przy samym końcu podejścia, kolejna osoba przede mną. Doganiam ją, chwilę idziemy razem. Wymieniamy kilka zadań. Dowiaduję się, że kolega jest z Wrocławia i rok temu był drugi, ale teraz walczy z mega kryzysem i jest ciężko. Ja biegnę swoje, teraz jest fajny odcinek po grani. Docieram do Petrovej Budy, to ten sam punkt odżywczy który mijaliśmy na około 10 km. Szybkie uzupełnienie wody i zaczyna się długi, ale łatwy zbieg. Biegnie się nawet przyzwoicie, tak jakbym po tej pierwszej części teraz już doszedł do siebie. Zaczyna też padać deszcz, ale w tym stanie nie ma już to żadnego znaczenia. Wiem, że po zbiegu, mam przed sobą około 8-9 km biegu na tzw. dobicie. chojnik_sportowezary_1Na końcówce zbiegu doganiam kolejną osobę. W tym też momencie trasy maratonu i półmaratonu łączą się. Zaczyna się pojawiać sporo osób. Zaczyna też coraz mocniej padać. Momentami deszcz jest tak intensywny, że biegnie się ciężko i bardzo źle. Co prawda profil jest dosyć płaski, ale wiem, że przede mną jeszcze kilka kilometrów i podejście na Zamek Chojnik. Wyprzedzam sporo startujących w półmaratonie. Jest to dosyć motywujące, niż biegnięcie samemu. Nie jest łatwo, ale nogi jakoś dają radę. Jest Chojnik, zaczyna się podejście po skalnych schodach. Później krótki, ale techniczny zbieg, sporo się dzieje jak na końcówkę biegu. Jednak w głowie juz tylko jedna myśl kiedy w końcu ta meta, kiedy koniec. chojnik_sportowezary_2Ostatni zbieg i zaczyna się asfaltowa ścieżka, i meta. Wbiegam nie wiedząc które zająłem miejsce, wiem jedno, że na pewno poniżej swoich oczekiwań. Wypatruję Anny, nie widzę jej, idę usiąść i przemyśleć sprawę. Ania przychodzi i gratuluje i jak zawsze jest dumna :). Mówi że prawdopodobnie jestem 7. Szału nie ma, ale tragedii też chyba nie. Kolejny bieg i na pewno kolejne doświadczenie i kolejne przemyślenia związane z moimi treningiem.

Przemyślenia po biegowe 🙂 – Kiedy ułożyłem sobie wszystko na spokojnie i przemyślałem swoje treningi w ostatnim czasie, doszedłem do konkretnych wniosków. Po starcie w Run Adventure gdzie przez 3 dni pokonałem mocne 120 km. Po 2 dniach wróciłem do treningów nie dając sobie za dużo odpoczynku. A po 10 dniach pojechałem w Karkonosze na 3 dni gdzie również się nie oszczędzałem. Dodatkowo w ostatni dzień, podczas zbiegu ze Strzechy Akademickiej przeżywałem koszmar związany z piętą. Odezwało się odparzenie którego pojawiło się podczas biegu etapowego. Po powrocie do domu postanowiłem wyciąć kawał skóry z pięty. Licząc na to, że skóra się zregeneruje i odbuduje. I to akurat się udało, ale nogi już nie doszły do siebie. Dlatego nie kręciły się tak jakbym chciał. Przed każdym biegiem stawiam sobie jasno cel, nie osiągniecie go biorę na klatę i głośno o tym mówię. Na ten bieg założyłem miejsce w pierwszej piątce, a może i odrobinę lepiej. Przebiegłem już kilka biegów i wiem czego mogę się spodziewać. Wiem też, że ten cel był w zasięgu, ale jak zamiast biec się idzie, bo noga ciężka to i nie jest łatwo osiągnąć założony plan. Na szczęście nie był to ostatni bieg, a i nowe kolejne doświadczenie. Na pocieszenie najniższe miejsce na podium w kategorii M40. Nie ma co się rozczulać trzeba trenować dalej, mądrzej bo kolejne biegi już się zbliżają. Może w nich uda się sprostać własnym oczekiwaniom :).

Miejsce open 7/302 miejsce w kat. wiekowej 3/100

Dziękuję Buff Polska za super ciuszki, X-Socks Polska za najlepsze skarpetki, ZmianyZmiany i Squeezy Polska za niezbędną energię.

Zdjęcia: SportoweZary, Filip Basara, Pio Trek