Orlen Maraton – Porażka i Smutek

logo_orlenOstatni i jedyny maraton na wiosnę biegłem w 2010 roku, mocno wahałem się między startem w Hamburgu, a w Warszawie. Ostatecznie z kilku powodów padło na stolicę, czy to był dobry wybór ? Ciężko mi sobie odpowiedzieć na to pytanie, czy gdybym pojechał do Hamburga nie skończyło by się tak samo. To już tylko domysły, prawda jest taka, że Orlen Maraton nie będzie mile wspominany przeze mnie, ale na pewno jest to kolejne biegowe doświadczenie.

Po półmaratonie, który ostatecznie wypadł nieźle, mimo wcześniejszych problemów zdrowotnych do Warszawy jechałem z bojowym nastawieniem i walkę o wynik poniżej 2:50. Taki był cel ,którego nie udało się osiągnąć w jesiennym maratonie w Poznaniu. Zimę przepracowałem solidnie, ale teraz zastanawiam się, czy aby kilometraż nie był za mały. Treningów jakościowych było sporo, ale objętości kto wie czy nie zabrakło. orlen_marathon_3Po starcie mocno kontrolowałem tempo, nie chciałem dać się ponieść fali i nie biec za szybko. Biegłem tak jak założyłem w tempie 4 min na kilometr. Do 15 km wszystko według planu, było lekko i przyjemnie, może deszcz delikatnie przeszkadzał, ale nie jakoś strasznie. Na około 19 km zaczęły dopadać mnie jakieś dziwne myśli, z którymi rozpoczęła się walka. Dosłownie po chwili przed 20 km czekała na mnie Ania, przybicie piątki i walka dalej. Pomiar czasu na półmetku przekroczyłem tak jak zaplanowałem, ale nie biegło się już swobodnie. Nogi były ciężkie, a głowa tylko podpowiadała że długi dystans jeszcze przede mną. Strasznie mnie to dobiło, ale walczyłem o kolejne kilometry, tak do 24 km. Nic innego do głowy mi nie przychodziło jak słowa K…. co jest, na tym etapie nie może być jeszcze tak źle – niestety ale tak jest. Pomiar na 25 km był cały czas według planu, może już kilka sekund poniżej planu, ale bez tragedii. Ale po szybkiej kalkulacji nie mogłem sobie ułożyć w głowie tego, że jestem w stanie przebiec kolejne 18 km w aktualnym tempie.orlen_marathon_1Dodatkowo błyskawicznie powróciły wspomnienia z Berlina, gdzie biegłem na złamanie 3 godzin, dokładnie tak samo jak teraz zaczęło się robić źle w okolicy półmetka. Później było tylko rzeźbienie i walka o dotarcie do mety. Jakoś nie chciałem przeżywać tego samego. Nie umiem wytłumaczyć  co się stało, co nie zagrało, czy braki w treningu czy moja głowa. Jetem raczej biegaczem u którego musi wszystko zagrać. Jeśli idzie dobrze potrafię walczyć i dążyć do celu, ale kurcze,  jak zaczyna się źle i to jeszcze na tym etapie biegu to porażka. Podjąłem decyzję, że to nie ten dzień i muszę pogodzić się z porażką, zatrzymałem się, po czym zszedłem na trawnik. W duszy mocno sobie przekląłem, odczepiłem numerek i wolniejszym tempem podążałem wzdłuż trasy.porazka_smutekOczywiście pojawiał się pomysł żeby jednak walczyć i próbować chociaż złamać 3 godziny. Jednak postawiłem sprawę jasno, że nie chodzi o skończenie  tego biegu z  wynikiem w okolicy 2:58-3:10, bo pewnie o taki realnie mogłem powalczyć, a o realizację celu , który miałem wyznaczony . Jednak matę na 30 km przekroczyłem, co prawda już z numerkiem w ręku, który chciałem przez chwilę wyrzucić, ale szybko się zorientowałem, że bez numerka nie dostanę swoich rzeczy. Szybko też dowiedziałem się, że najkrótszą drogą na stadion jest trasa maratonu. Zabawne, niby schodzę z trasy, kończę bieg, a i tak trzeba na własnych noga i najlepiej biegiem dotrzeć do mety i miasteczka biegaczy. Postanowiłem jednak, że nie będę przeszkadzam innym biegaczom i po chodniku z boku dotrę na stadion. Przed 35 km poprosiłem miłą kibicującą dziewczynę o możliwość zadzwonienia. Wykonałem szybki telefon do Ani, żeby nie czekała na mnie na mecie. I tak dalej oglądając walczących ze słabościami biegaczy, biegłem w stronę stadionu. Przez chwile biegłem też z Konradem, który walczył niesamowicie z sobą, nie wiem czy ja tak potrafię. Później jeszcze chwilę z Adamem i Tomkiem po Czerniakowskiej. Następnie postanowiłem za karę pobiec mostem Poniatowskiego, a dlaczego niby kara. Już tłumaczę, ten most mnie strasznie przeraża, bo nie ma barierek od strony jezdni, a boję się zbliżać co barierki od strony rzeki. Dlatego nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja i za karę musiałem go pokonać, tempo pewnie miałem w okolicy 3:40-3:50 :). Bokiem dobiegłem do miasteczka biegaczy, odebrałem swoje rzeczy i pogrążyłem się w smutku. Ale sam podjąłem tą decyzję.

Podsumowanie

Start ten muszę zaliczyć do mocno nieudanych, ale tak bywa i trzeba iść do przodu. Decyzja ta była świadoma, mogłem walczyć, zajechać się ma maksa i nie osiągnąć zakładanego wyniku albo odpuścić, mieć doła i mniej zajechane mięśnie, a ten start potraktować jako trening. Pewnie gdybym biegł w Paryżu, Bostonie itp… nie zdecydowałbym się na taką decyzję i za wszelką cenę przekroczyłbym linię mety, ale jako, że nie przepadam za miastem Warszawą nie zależało mi na mecie, medalu… po prostu przegrałem ten bieg kropka i koniec.

Orlen Warsaw Maraton 

Tak na koniec słów kilka o samej imprezie. Jest to na pewno maraton o najwyższym poziomie sportowym w naszym kraju . Miasteczko biegacza, Expo, strefa mety i startu – wysoki europejski poziom, nawet nasuwa się pytanie czy wszystko to nie jest delikatnie przesadzone, bo budżet jaki to wszystko pochłonęło naprawdę musi robić wrażenie. I to te lepsze strony tego biegu. To co teraz napisze nie wynika z mojego niepowodzenia ale jest obiektywne jak najbardziej. To co mnie najbardziej zaskoczyło to trasa, która według mnie jest szybka, ale jej jakość oraz przebieg jest jak dla mnie mocnym nieporozumieniem. Wąskie odcinki np. na Czerniakowskiej, Kabaty to jakiś szok, nie wspominając o drodze rowerowej. Jakoś jak na narodowe święto biegowe trochę takie biedne. Mam wrażenie, że w Warszawie jest za dużo biegów i miasto chce tych imprez najwięcej, ale tak żeby dogodzić każdemu po trochu, a to chyba nie do końca dobra droga. Mniej, a lepiej to chyba jest dobre wyjście. A i jeszcze ilość punktów żywieniowych po co robić co 2,5 km jak wystarczy co 5 km, no chyba, że po to, żeby później brakowało dla innych wody. Trzeba czasem wybrać  co jest lepsze. To takie moje naprawdę obiektywna ocena, a teraz trzeba się przyłożyć i trenować dalej, żeby nie było już podobnych sytuacji.

Podoba się Tobie ten wpis, Prześlij znajomym!