Deskorolka

Moja przygoda z deskorolką zaczęła się jesienią 1992 roku. Początki to moja ulica przed domem i tzw. tajwańska ryba, która była strasznie ciężka, o kołach i łożyskach lepiej nie wspominać. Próbowałem coś na niej robić, ale chyba jedynym trickiem, jaki mi wychodził, był shuvit, o ollie nie było nawet mowy. Jakoś na wiosnę 93 roku na koncertach HC poznałem chłopaków z poznańskiej ekipy Balona, Paszę, Bieruta i Amigę, od tego ostatniego nabyłem pro zestaw – jeśli dobrze pamiętam, była to deska Global Trash, trucki Thunder, kółka Spitfire. Na niej już było dużo łatwiej.info_poczatkiW końcu nauczyłem się ollie i tak się zajarałem, że chciałem tylko skakać. Wówczas z ulicy przeniosłem się na boisko ZSZ w Kościanie i tam sobie skakałem, a to przez stare opony, a to przez śmietniki itp.grodzisk_ollie_2010

Pamiętam też pierwszą wizytę z deskorolką w stolicy Wielkopolski, z dworca odebrali mnie wcześniej wspomniani chłopacy z Poznania, poczekaliśmy jeszcze na Pawełka z Zielonej Góry. Kiedy zobaczyłem, jak Paweł jeździ, to zwariowałem. Pierwszy raz widziałem kogoś na żywo, kto tak potrafi jeździć na deskorolce – szok! Odwiedziliśmy poznańskie miejscówki, pamiętam, że byliśmy pod Hotelem Polonez, na Placu Trzech Krzyży, no i oczywiście placu Wolności. Później systematycznie wpadałem na deskę do Poznania w weekendy lub zostawałem po szkole. Chciałbym wspomnieć jeszcze o Pawełku, z którym się zakolegowaliśmy, często on przyjeżdżał do Poznania, odwiedzał mnie również w Kościanie, a ja odwiedzałem go w Zielonej Górze. Niestety Pawła od dłuższego czasu nie ma wśród nas, bardzo to smutne, bo był super gościem, a kto miał okazję z nim jeździć, wie, jaki miał talent do deski. Bodajże w maju 94 roku dowiedziałem się, że powstaje skate shop w Poznaniu. Od razu pomyślałem,że skończą się problemy z zakupem sprzętu, nie będzie trzeba dzwonić wieczorami do pana Ryszarda, ani robić wyjazdów do Warszawy na Smolną. Nie dość, że skate shop powstał, to jeszcze zostałem w nim sprzedawcą. Teraz miałem pracę, 3 razy w tygodniu zajęcia w liceum wieczorowym. Plany szkolne ulegały jednak bardzo szybko zmianom, jeśli była ładna pogoda i dobra ekipa do jazdy. A ekipa mocno się powiększała, pamiętam z tamtych czasów Paszę, Balona, Olka, Bieruta, Cegłę, Pyrę, Wina, Kotła, Papugę, no i Kefisa. Bardzo dobrze wspominam ten okres w moim życiu. Dzięki pracy w skate shopie na ul.Wielkiej zacząłem poznawać ludzi z branży, wtedy też dostałem pierwsze darmowe ubrania od Mality, Chwilę później padła propozycja wsparcia od firmy R, ale delikatnie mówiąc, układ się nie udał. Natomiast Adam zaproponował mi współpracę z Malitą oraz pomoc w tworzeniu powstającego wówczas teamu. Pierwszymi team riderami po za mną byli Kefis, R.Lejman i Kaczor. Kefis po jakimś czasie odszedł do R, podobnie jak i Kaczor, który jednak później powrócił. Malita była wtedy krótko istniejącą firmą, ja starałem się dać jej jak najwięcej od siebie i od czasu podsyłałem Adamowi jakieś sugestie. O jednej z nich nie zapomnę. Zasugerowałem zrobienie spodni, które będą miały dosyć szerokie nogawki, ale w pasie będą dosyć wąskie, tak żeby rodzice chcieli kupować je dzieciom i młodzieńcom. Tak o to pojawiły się na rynku spodnie o nazwie Elephant i sprzedawały się z tego, co pamiętam całkiem przyzwoicie. Miło mi było, że mają nazwę kojarzoną z moim przezwiskiem, lecz nigdy nie uważałem, że ich krój ma coś wspólnego z moją osobą. Nie były też moim pro modelem jak to niektóre osoby twierdziły. Dla mnie najważniejsze było, że Adam był zadowolony ze swojego produktu.lubon_wallride_2005

Po Malicie dostałem również wsparcie od polskiego dystrybutora Zero, który był jednocześnie współwłaścicielem skate shopu w Poznaniu. W tamtych czasach zaczęliśmy razem z Kefisem sporo wyjeżdżać, np. na zawody Lurysa do Łodzi czy do innych miast jak Zielona Góra, Wrocław. Z kolei w Gdańsku poznaliśmy Andrzeja, z którym umówiliśmy się nad Motławą, gdzie udało się nagrać kilka tricków, a mój nawet wylądował na czołówce Info 3, co było miły dla mnie sporym wyróżnieniem. Później Andrzej odwiedził nas kilka razy w Poznaniu i efektem jego wizyt była relacja z placu Wolności. Kiedy dostałem kasetę z Info 4, wszyscy czekaliśmy na wieczór, żeby usiąść i uważnie ją obejrzeć. Efekt według nas był spoko, co oczywiście odpowiednio uczciliśmy. Z kolei w Ślizgu pojawił się artykuł przedstawiający naszą miejscówkę plac Wolności. Napisałem ten tekst z Kefisem i wydrukowano go z roboczym tytułem „Zielony Plac”.

slizg_plac_1 slizg_plac_2 slizg_plac_3 slizg_plac_4 Plac stał się bardzo mocno rozpoznawalnym miejscem do jazdy, a deskorolka zaczynała być bardziej popularna. Coraz więcej osób zaczynało nas odwiedzać, co rozszerzyło moje znajomości. Było również więcej wyjazdów, pamiętam, że dobrze zakolegowałem się z ludźmi z innych miast: Toyboyiem, Zbyszkiem, Skrobanem, Heleną, Kaczorem, Erykiem, Lejmanem, Kaszą (i jego mini skate parkiem przy stolarni w Śmiglu), później też Gutkiem i Tomkiem K.

Po okresie niedogadywania się z panem Jurkiem (współwłaścicielem skate shopu) postanowiłem zmienić pracę na nowo otwarty sklep Mayer. Dostałem również propozycję z dystrybucji California z Łodzi na wsparcie w postaci butów Adio, która to firma krótko wcześniej weszło na rynek deskorolkowy. Pro model J.Tomas nie dość że był syntetyczny, to jeszcze mojego ulubionego ridera – czad! Malita wspólnie z Californią zorganizowała Tour po Polsce, który był chyba najbardziej zajebistym deskorolkowym wyjazdem, na jakim byłem. Obszerna relacja ukazała się w magazynie DosDedos.
dosdedos_tour_1dosdedos_tour_2dosdedos_tour_3dosdedos_tour_4dosdedos_tour_5dosdedos_tour_6Jeździłem już kilka lat na desce, ale moim zdaniem niezbyt wiele potrafiłem – chyba tylko ollie, pop shuvit taill grab i bonles były moimi pewnymi trikami. W Info 6 pojawiła się szkoła deski ze mną, w której uczyłem właśnie bonlesa. Trick ten był również w Ślizgu na stronie startowej z deskorolkąslizg_toystory oraz na ping pongu w Info 6 – skakałem wtedy z kultowych budek, które były mocnym elementem architektury starego placu Wolności. Spotkał mnie też zaszczyt udzielenia wywiadu do wcześniej wspomnianego “legendarnego” magazynu Ślizg – dzięki Kuba, że go ze mną zrobiłeś!
. slizg_wywiad_1 slizg_wywiad_2

Później nastąpił okres intensywnego rozwoju sceny deskorolkowej w naszym kraju. Pamiętam odwiedziny pierwszych pro deskorolkowców, było to dla mnie duże przeżycie. Odwiedzić nas mieli kolesie, których widywałem wcześniej tylko w gazetach i filmach. Miałem zaszczyt gościć ich w Poznaniu i wspólnie pojeździć, niestety podczas tej wizyty dosyć mocno skręciłem kostkę. W tamtym okresie było też dużo zawodów, na które często wyjeżdżałem, a jako że nie radziłem sobie w nich najlepiej, zaczęto mnie prosić o sędziowanie lub komentowanie imprez. Na początku nawet podobało mi się uczestniczenie w ten sposób w imprezach. Niektóre z nich (z reguły te mniejsze) bywały nudne, ale zdarzały się też takie zawody jak Mentor w Toruniu (odbyły się chyba 4 edycje) i na każdej z nich byłem albo sędzią albo komentowałem z moim kolegą Heleną – tam poziom był naprawdę dobry. Przez chwilę miałem nawet pomysł stworzenia profesjonalnego grona sędziów deskorolkowych, lecz nic z tych planów nie wyszło.

Podczas jednego z wcześniejszych wyjazdów Adam zapytał mnie, czy nie chciałbym stworzyć swojej linii odzieży w Malicie, ale takiej idącej w kierunku moich gustów muzycznych, czyli bardziej hard core punk niż hip hop, co oznaczało w praktyce inny(węższy) krój. Tak powstała nie tylko linia ciuchów, ale po prostu nowa marka Empire. Zapytałem się Bieruta, czy pomoże mi przy wzorach i projektach i oczywiście się zgodził. Głównym logo stała się stara zapomniana korona Mality a pierwszymi produktami były spodnie V10 i kilka wzorów koszulek i longsleev’ów, które miały swoją premierę podczas Touru do Kijowa, gdzie razem z Kamilem Piotrowskim z Poznania reprezentowaliśmy Empire. Dla mnie ten wyjazd pod kątem zdrowotnym nie był udany, nabawiłem się chyba największej kontuzji, mianowicie podczas jednej z prób bonlesa 360 ze skarpy
kijow_360bonles_2003 pękła mi kostka i zerwałem wiązadło strzałkowo-piszczelowe, co skończyło się gipsem a po powrocie do kraju operacją oraz blachą, sześcioma śrubami oraz czteromiesięczną przerwą w jeździe. Produktów Empire z czasem przybywało, rozrastał się również team, który w całej okazałości można zobaczyć na video Transmisja oraz serii reklam.
empire_reklamyWszystko szło w dobrym kierunku, niestety nie miałem odwagi, żeby sfinalizować spółkę z Adamem i Beatą, co z biegiem czasu spowodowało powolne umieranie marki. Była jeszcze próba  reaktywacji Empire z moim nowym pracodawcą, firmą Altex, ale to już nie było to samo, co na początku, było co prawda kilka udanych produktów, lecz brakowało tamtego ducha firmy. W Altexie próbowałem wcielić w życie markę Front skateboards. Bazując na moim doświadczeniu i znajomościach, zaprosiłem do teamu czołówkę krajowej sceny, w drugim roku produkcji zostały wypuszczone cztery pro modele.
front_deski Mimo dobrego początku właściciele firmy postanowili zrezygnować z kontynuacji projektu. Po rozstaniu się z Altexem, po kilku rozmowach z Antonem, postanowiliśmy że wystartujemy ze swoją skate dystrybucją. Marzeniem każdego dorosłego deskorolkowca jest posiadanie albo swojej marki (na to miałem już swoją szansę) albo swojej dystrybucji i tak powstało TrueDist, które mam nadzieję, że będzie funkcjonować jak najdłużej i rozwijać się w dobrym kierunku. Deskorolka już chyba na zawsze pozostanie jedną z moich najważniejszych zajawek, oczywiście lata największej pasji deskorolkowej mam już pewnie za sobą, a życie rodzinne troszeczkę koryguje podejście do takich pasji. Dlatego tę część życia zakończyłem, chociaż deskę mam i nie zamierzam się jej pozbywać, ale czy jeszcze kiedyś będą chęci, żeby na niej poskakać? Zobaczymy… Wiem, że do końca życia nieraz będę wspominał różne sytuacje, które mnie spotkały podczas jazdy na deskorolce. Na koniec zapraszam do przeczytanie krótkiego tekstu o mnie. info_goscu
A to zdjęcie miało przyjemność gościć na oficjalnej stronie Venture truck 🙂 Miłe to było…leszno_poljambonles_2009