Kolejny rok, kolejna przygoda z bieganiem

Kolejny, jak dobrze pamiętam siódmy rok biegania za mną. Znowu pewnie się powtórzę, ale nie sądziłem, że tak to bieganie mnie wciągnie. Tak, tak, pewnie będę to pisał za każdym razem, ale taka prawda. Najważniejsze jest to, że mam swoje cele, staram się je realizować, oczywiście z różnym efektem, ale jest to ta magia realizacji, bo fajnie mieć pasję, którą można łączyć z codziennymi obowiązkami. Rok 2017 dostarczył mi sporo zabawy z biegania, a zawody to już sporo nowych doświadczeń, radości i smutków. Nie zawsze świeciło słonce :).

Miłość do biegania po górach rozwija się cały czas. Może startów nie przybywa, ale chęć biegania i przebywania w górach jest duża. W końcu udało mi się pojechać i potrenować w Tatry. Cztery dni mocnego biegania z Miłoszem w Tatrach sporo mi dało, wiem, że bez tego wyjazdu, start w Grani Tatr byłby pewnie inny. Trochę to dziwne, ale to był mój trzeci bieg w tej imprezie, a pierwszy raz pojechałem potrenować w Tatry. Pobiegałem też w okolicę Babiej Góry, naprawdę ta góra jest specyficzna. Pobyt w schronisku Markowe Szczawiny to super sprawa, myślę, że kiedyś tam wrócę i to powtórzę. Może już nie połączę tego z urodzinami Liny, chociaż kto wie. Poza tym sporo biegania w Karkonoszach w Górach Izerskich, w końcu tu mam najbliżej i tu czuję się jak na swoim podwórku. Wracając do podsumowania roku, zacznę od tych biegów, które dostarczyły dużo radochy i uśmiechu na mojej twarzy :). Bieg Ultra Granią Tatr, a szczególnie meta tego biegu to zdecydowanie najpiękniejszy moment tego roku. Są takie momenty i tutaj chyba nie ma znaczenia co robimy, na jakim poziomie to robimy, ale jak czujemy się zrealizowani w danym momencie – to piękne uczucie. Wbiegając na metę czułem wzruszenie i wewnętrzną radość, nawet taka osoba jak ja miewa takie momenty :). W momencie kiedy dowiedziałem się, że jestem na liście startowej tego biegu, w głowie pojawił się cel, cel który z czasem wydawał się coraz mniej realny. Problemy z kolanem, słabsze momenty podczas innych startów nie wróżyły za dobrze, ale warto nie raz odpuścić głowie, zacząć spokojnie i z pokorą, żeby później mieć satysfakcję i radość na mecie. Jeśli ktoś kiedyś czytał moje wpisy, nie ukrywałem, że lubię jak bieg układa się po mojej myśli. Ten bieg właśnie taki był, a ja potrafiłem zachować się jak doświadczony biegacz i pokonywać kolejne kilometry słuchając swojego organizmu, a nie jak to nie raz bywa pozwolić ponieść się fantazji. I wiem jedno, zawsze może być lepiej, ale warto nie raz o tym zapomnieć i cieszyć się tym co jest, szczególnie jeśli wynik na mecie przed startem wydaje się czymś nie realnym. Zimowy Ultramaraton Karkonoski – do tego biegu przygotowywałem się naprawdę solidnie. Ilość wyjazdów w góry była jak na mnie spora. Bieganie w śniegu, wietrze i zimnie nie należy do moich ulubionych. Wiedziałem jednak jedno, żeby pobiec lepiej jak rok wcześniej, muszę w takich warunkach trenować, bo w końcu to bieg zimowy. Stając na starcie miałem swoje założenie, zająć lepsze miejsce jak rok wcześnie, czyli być w pierwszej dziewiątce. Czy to realne, wydawało mi się, że tak. Wiedziałem z kim mam rywalizować, widziałem też jakie są warunki na trasie i jaki to specyficzny i ciężki bieg. Będąc już za Śnieżką, byłem przerażony i nie wierzyłem w to co się dzieje. I może to był błąd, że nie do końca uwierzyłem w siebie i nie powalczyłem na 110%. Przekraczając linię mety, radość była ogromna, mimo to, że nie dałem rady wyrwać dla siebie ostatniego miejsca na podium zajmując teoretycznie najsłabsze miejsce, takim podobno jest miejsce czwarte. Był to dla mnie naprawdę piękny moment. Za to, co wydarzyło się podczas dekoracji bardzo dziękuję, miło usłyszeć kilka pozytywnych słów na swój temat, dziękuję Patyczak. Dziękuję też Ani i Agnieszce i wszystkim którzy przyczynili się do kolejnej super imprezy. Półmaraton Gór Stołowych – to była spontaniczna decyzja. Po problemach związanych z kolanem i zmianie dystansu podczas biegu x 3 Śnieżka, postanowiłem że wystartuję w Górach Stołowych. Decyzja zostałą podjęta cztery dni przed startem. Ekipa z City Trail zaproponowała wspólny nocleg, Kuba ze Squezzy Polska zadbał o pakiet, trzeba było tylko dojechać i wystartować. Wstyd się przyznać, ale nie byłem nigdy w tych górach. W sobotę idąc z Karłowa do Pasterki, znajomość terenu była tak słaba,że do wspomnianej Pasterki dotarliśmy z Anią przez Szczeliniec. Zabawne, ale nie wiecie ile mi to dało dzień później, w końcu wiedziałem jak wygląda finisz biegu. Sobota to kibicowanie podczas Supermaratonu, trochę przy okazji pobiegałem i poznałem teren. Niedziela to bieg, który był bardzo szybki, a trasa jednym słowem zajebista. Naprawdę bardzo mi się podobało podczas biegu, różnorodność trasy pierwsza klasa. Może pogoda tego dnia nie rozpieszczała i było mocno mokro, ale na to już chyba nie ma się wpływu. Sam bieg pokazał mi, że warto walczyć, mimo słabszych momentów potrafiłem zacisnąć poślady i na ostatnim zbiegu docisnąć. Znam siebie i potrafię nie raz się poddać, ale nie tym razem. A to co wydarzyło się na schodach na Szczeliniec zapamiętam na długo. Coś czego nie potrafię wytłumaczyć, jednak miało miejsce i zaowocowało trzecim miejscem. Może dla niektórych tylko trzecie miejsce, ale tego dnia to trzecie miejsce dało mi naprawdę sporo radość. Teraz trzeba wrócić na trasę Supermaratonu i powalczyć.Po tych miłych wspomnieniach, czas na te biegi które dostarczył mi sporo zawodu i dały do myślenia co było nie tak. Po dłuższym zastanowieniu biegiem na którym poległem najbardziej była Wielka Prehyba w Szczawnicy. Już przed wyjazdem byłem źle nastawiony, dodatkowe warunki jakie panowały na tresie zrobiły swoje. Po ZUK-u nie miałem już ochoty biegać w śniegu, a tu 80% trasy to śnieg. Już po starcie czułem, że nie będzie dobrze, a po 10km po prostu się poddałem. Na pierwszym punkcie odżywczym postanowiłem zrezygnować z biegu. Nie było motywacji na ukończenie, plany były ambitniejsze, a tutaj nie było możliwości tego zrealizować. Było oczywiście wkurzenie, ale z drugiej strony to była moja świadoma decyzja. W 2018 roku wracam znowu w te strony, żeby sobie coś udowodnić, mam nadzieję, że z lepszym skutkiem. Niestety nie był to jedyny taki bieg. Kolejnym biegiem na którym postanowiłem zakończyć rywalizację przed metą to Złoty Maraton podczas DFBG. Ale to trochę inna sytuacja, nasilający się problem z kolanem, mocno wiercił dziurę w psychice. Postanowiłem nie zepsuć kolana i zrezygnować po 20 km, a po powrocie do Poznania udać się do fizjoterapeuty. To była dobra decyzja, Przemek i Sandra z Core Clinik doprowadzili moje kolano do lepszej kondycji, efekty były już podczas treningu w Tatrach i biegu Granią Tatr.Muszę też wspomnieć o Chojnik Maratonie gdzie też nie było wesoło, dwa krwotoki z nosa i poharatane kolano po upadku nie sprzyjały fajnemu wynikowi. Na koniec Poznań Maraton, który też nie mogę zaliczyć do najbardziej udanych potwierdził, że ten rok najlepszym nie był. Jednak nie ma co rozpaczać, tak jak pisałem wcześniej były też biegi które powodowały uśmiech na mojej twarzy. Poza tym każdy bieg, trening w górach to kolejne cenne doświadczenie w mojej przygodzie biegowej. Ważne jest, żeby spojrzeć na to wszytko realnym okiem, ocenić co wyło wartościowe a co warto poprawić. Jestem osobą która nie ma w naturze dostrzegać tylko swoje sukcesy, ale też staram się surowo oceniać swoje niepowodzenia i porażki. To nie sztuka żeby w porażkach znajdywać tylko pozytywy, ale potrafić się do nich przyznać czy o nich napisać.Kolejnym ciekawym doświadczeniem była możliwość pomocy przy organizacji biegów. Spoglądanie na bieg od tzw. kuchni jest naprawdę ciekawe. Możliwość bycia częścią ekipy organizacyjnej i tworzenie biegu dla innych biegaczy to super sprawa. Wings for Life, TRI City czy Mierzęcin Trail to te biegi, które udało mi się widzieć w tym roku zupełnie z innej perspektywy. Mam nadzieję, że w kolejnym roku też będę mógł uczestniczyć w takich imprezach. Zebrane doświadczenie na 100% nie pójdzie w las.

Moje wszystkie starty w 2018 roku, nazwa biegu, miejsce, dystans, czas, miejsce open, miejsce w kat. wiekowej, typ biegu:

  • City Trail – Poznań – 5km – 17:19 – 19/1078 – 2/186 – przełaje
  • Zimowy Ultramaraton Karkonoski – Karpacz – 53km – 5:31:03- 4/336 – góry
  • Wielka Prehyba – Szczawnica – 42km – zejście z trasy
  • Chojnik Maraton – Sobieszów – 46km – 4:51:32 – 7/371 – 4/123 – góry
  • Bieg 4 na Woli – Poznań – 4km – 14:47 – 2/106  – przełaje
  • 3 x Śnieżka – Karpacz – 17km – 1:37:57 – 2/327 – góry
  • Półmaraton Gór Stołowych – 21km – 1:53:48 – 3/231 – 1/60 – góry
  • Złoty Maraton – Lądek Zdrój – 45km – zejście z trasy
  • Bieg Ultra Granią Tatr – 72km – 11:08:11 – 11/234 – 4/106 – góry
  • Forest Run – Mosina – 22km – 1:12:14 – 3/268 – cross
  • Poznań Maraton – 42,195 – 2:50:10 – 36/6362 – 9/1184 –  asfalt atest
  • Dziewicza Góra Biega – 5,15 -20:24 – 1/113 – cross

Można powiedzieć, że moje bieganie w tym roku było w kratkę, ale przecież nie zawsze może być pięknie, muszą być momenty trudne, które dają do myślenia. Nie zawsze też moje treningi były takie jak bym tego oczekiwał. Problemy z kolanem również dały mi sporo do myślenia. Ponad 6 lat biegania bez żadnych problemów, człowiek już myśli że jest jakiś inny, że kontuzje go nie dotyczą. A tu nagle szok, jak to mnie coś boli, no boli bo bo pewnie ma prawo. Ale najważniejsze, że mogę biegać i cieszyć się z pokonywania kolejnych kilometrów. Cały czas mam jakieś swoje małe cele, do których będę dążył. Staram się myśleć realnie i obierać swoją drogę. Każdy kto biega po górach zna organizację ITRA, od jakiś 2 lat sam śledzę i sprawdzam swój oraz innych biegaczy ranking. Wiem gdzie jest moje miejsce w szeregu. Ale muszę się przyznać, że od kiedy tam zajrzałem zawsze chciałem przekroczyć 700 punktów. Wiem, że nie jest jakoś dużo, ale wiem jakim trzeba być biegaczem żeby myśleć o dużo wyższej punktacji. W tym roku udało się zgromadzić 731 punktów co mnie osobiście cieszy :). Mata nie zawsze jest szczęśliwa, ale daj ulgę. Mam nadzieję że w następnym roku uda się nie raz przekroczyć linię mety. Nie raz pojechać w góry i spędzić tam sporo fajnego czasu. Wiem, że są osoby ,które bardzo mnie wspierają w tym co robię, bardzo jestem im za to wdzięczny. Moja ukochana Ania i nasze kochane córki, dziękuję za wyrozumiałość i za wsparcie. Dziękuję moim teściom za to, że zawsze mogę na Was liczyć i że zawsze zaopiekujecie się Anią jr i Zosią. Bardzo duża piona dla osób/marek które mnie wspierają, naprawdę jestem Wam bardzo wdzięczny. Fajne jest wiedzieć, że są ludzie którzy chcą wspierać moją pasję i moją osobę. ZmianyZmiany jesteście chyba najdłużej ze mną, dziękuję Filip I Agata za super batony. Squezzy Polska, dzięki za energię potrzebną na zawody i trening. RedBull Polska również za dodawanie mi kopa do działania. CamelBak dziękuję za kamizelki do biegania i super butelki. Newline Wasza odzież jest ze mną na treningach i zawodach dziękuję. Natural Born Runners to nie tylko sklep, to super klimatyczne miejsce, fajnie być jego częścią. Weranda i Willa Jagniątków bardzo dziękuję za możliwość noclegów, dzięki którym mogę trenować w górach. Na koniec dziękuję Tomkowi, Oswiemu i Marcinowi oraz całej ekipie GoPro Polska za wsparcie i za możliwość pracy, którą można połączyć z pasją. Bardzo, ale to bardzo dziękuję każdej osobie, która podczas zawodów w których startowałem miał ochotę mnie wesprzeć. No i oczywiście dzięki dla mojego temu, fajnie że mogę wam pomagać w realizacji waszym biegowych marzeń.

Zdjęcia: J. Haręza, R. Urbaniak, P. Dymus, BiegającyFoto, Dulny Foto, P. Staszewski,