Forest Run bieganie po WPNie

Chciałem pobiec w tym biegu, ale jakoś nie mogłem ustalić tego z samym sobą. Tak jak bym był zdecydowany, ale cały czas się zastanawiał. Zaraz się okaże, że niezdecydowany ze mnie osobnik :). Ale co tam będę jakieś wywody tu pisał. W każdym razie ostatecznie postanowiłem wystartować. Tak samo jak 2 lata temu wybór padł na trasę średnią. Zawsze to 22 km po Wielkopolskim Parku Narodowym, fajne tereny i miłe widoki czego chcieć więcej. No może tego żeby pogoda dopisała, a kto był wie że była sprzyjająca .

Aaa, zapomniałbym dodać, że bieg organizują moje ulubione organizatorki :). Po za tym impreza ma swój klimat no i komentuje ją mój punkowy kolega Patyczak :). Po tym ciężkim wstępie może przejdę już do samego biegu. Nie do końca wiedziałem czego mogę się spodziewać i jak noga będzie podawać. Wiedziałem jedno, ostatni czas to sporo mocnych treningów, a na to wszystko w czwartek poszedłem z kolegami na męskie wyjście. Każdy dorosły chłop wie jak takie wspólne wypady się kończą :). Jest sobota godzina 10, ruszyłem na trasę z założeniem, że biegnę i słucham swojego organizmu, a on pewnie sam powie mi kiedy będzie już ciężko i zaświeci się rezerwa. Początek dosyć szybki, wiadomo emocje zostały uwolnione i delikatnie z górki. Biegnę na około 5 pozycji i staram się złapać swoje tempo. Po około kilometrze wysuwam się na 2 pozycję, przed sobą mam tylko Dawida. Wiem na co go stać i jakim jest biegaczem więc nie podpalam się na gonieniu go, tylko biegnę swoje. Nogi są dosyć luźne i biegnie się stosunkowo lekko, ale przecież na początku zawsze jest lekko i przyjemnie. Mijam pierwszy punkt odżywczy, łyk wody i do przodu. Cały czas w oddali widzę białą koszulkę Dawida, w głowie pojawia się myśl, że może uda się go dogonić. Dobrze, że było to może 😉 bo po drugim punkcie odżywczym już Dawida nie widzę, i jakoś przyśpieszyć nie mogę.Wiem, że za moimi plecami są kolejne osoby. Nie wiem jak daleko, ale z pewnością mnie widzą. Warunki na trasie są bardzo poprawne, momentami niewielkie kałuże, a gdzie indziej trochę piachu. No muszę to napisać, jako że brak było u mnie na stanie butów startowych, pobiegłem w dosyć dynamicznych butach trialowych. Wiem, że na takiej trasie i na takim dystansie musze mieć inne buty. Ktoś powie, że buty same nie biegają, wiadomo że nie, ale naprawdę pomagają. Dynamika i odbicie buta startowego jest mega podczas zawodów, szczególnie jak tempo momentami szybkie, ale jest jak jest i nie ma co tu się butów czepiać, tylko biec dalej. Punkt z wodą na 14 km, łyk wody i widzę za plecami kolejne osoby. Uwielbiam ten moment kiedy człowiek wie, że nie jest dobrze, a tu kolejne osoby prawie klepią go po plecach. Zaczyna się chyba najfajniejszy odcinek trasy, zbieg do jeziora Góreckiego i super crossowa trasa. Tu już w towarzystwie chłopaka który właśnie mnie złapał. Szybka wymiana zdań, dowiaduję się, że kolejna osoba jest kilkaset metrów za nami. Póżniej okazało się, że był to Kuba z NBR. Młody ambitny, ale jeszcze nie tym razem, jeszcze starszy kolega powalczy;-)Biegniemy razem, znaczy ja delikatnie prowadzę, ale chyba dlatego, żeby kolejna osoba nas nie dogoniła. Na końcu ścieżki wzdłuż jeziora jest krótki, ale mocny podbieg. Tam nogi są już ciężkie, kolega delikatnie mi odchodzi. Do kolejnego punktu z wodą przybiega kilkadziesiąt metrów przede mną. Kolejna wąska ścieżka, na której udaje mi się dogonić nieznajomego, ale szybkiego biegacza. Ostatni odcinek to już szutrowe drogi. Staram się narzucić tempo i wyczuć rywala, chciałbym trochę zagrać taktycznie, ale sił już nie ma za dużo, pewnie czwartkowe party zaczyna dawać o sobie znać. Przed samą metą są dwa podbiegi, pierwszy krótszy i na samym końcu trochę dłuższy. Ok, zobaczymy jak uda się pokonać pierwszy podbieg. No i się nie udało, kolega mocniej ruszył z nogi i odszedł na kilka sekund. A ja co, nie znalazłem w sobie ani sił ani motywacji do walki. Zwyczajnie przegrałem i zadowoliłem się 3 miejscem. Na mecie różnica wynosiła 10 sekund. Po biegu można było sobie porozmawiać ze znajomymi, wypić piwko, zjeść i miło spędzić czas. Co więcej można chcieć, no może lepszego biegu, ale nie zawsze musi przecież tak być. Najważniejsze że był mocny trening w miłym otoczeniu przyrody i w fajnym towarzystwie.