Bieg Granią Tatr

gran_logo

Po pojawieniu się informacji o tym biegu, nie widziałem innej opcji jak wziąć w nim udział. Do Zakopanego jeżdżę od ponad 15 lat. Uwielbiam Tatry, co prawda bardziej w wersji zimowej – to przez snowboard – ale latem również zdarzało mi się po nich spacerować. Po zawirowaniach z terminem i ustaleniu terminu zgłoszeń, udało mi się zapisać i opłacić start. Oczywiście nie do końca zdawałem sobie sprawę ze skali trudności tego biegu.

Wyszedłem jednak z założenia że moje bieganie idzie w dobrym kierunku, a ja trenuję więcej i co najważniejsze już z opieką trenerską, więc powinienem dać radę. Jednak najważniejszym celem w tym roku jest dla mnie maraton i dlatego też nie robiłem specjalistycznego treningu pod bieg w Tatrach, poza kilkoma akcentami i biegiem kontrolnym w Złotych Górach :).gran_tygodnik_podhalanski1

Dojazd do Zakopanego w najbardziej obleganym okresie wakacji nie był najłatwiejszy, ale udało się dotrzeć. Dzień przed biegiem, odbiór pakietów startowych i obowiązkowa odprawa dla wszystkich zawodników ( czyli dla 250 biegaczy, bo taki został ustalony limit startujących w tym biegu ). Organizatorzy przekazali nam ostatnie wskazówki i informacje o grupach startowych – ustalono start w 5 grupach co 10 minut, pierwsza startuje o 4.00 rano, a ostatnia czyli moja o 4.40. Pobudka o 2.20, delikatne śniadanie i szybkim krokiem na autobus, który dowoził nas na start czyli Siwą Polanę. Tam już atmosfera mocno biegowa. Każdy był skupiony i gotowy do odprawy, podczas której sprawdzano czy każdy ma obowiązkowy ekwipunek. W końcu wystartowała nasza grupa i zaczęło się. Początek to dobiegówka doliną Chochołowską do podnóża gór. Załapałem się na drugą grupę i tak spokojnym tempem biegłem głodny gór.                                                                          gran_marcin_wernikSą, widzę je i zaczynamy wspinaczkę, a do głowy przychodziła mi tylko jedna myśl – będzie się działo, oj będzie. Nie miałem wielkich założeń na ten bieg. Chciałem go ukończyć w 15 godzin czyli o 2 godziny szybciej niż limit. Przed biegiem sporo się mówiło i pisało o tym, że tak trudnego biegu jeszcze w Polsce nie było i mało kto go ukończy, więc nie wiedziałem co o tym myśleć. W każdym razie pierwszy etap był niesamowity, poranek w górach i to takich naprawdę warty grzechu. Była moc, więc sporo wyprzedzałem, nawet na najstromszym podejściu jakie było pod Jarząbczy Wierch. Obrazek 1Na koniec długi zbieg z Ornaka do schroniska, który dał już popalić moim nogom. Wpadam na punk żywieniowy z czasem 4 godziny i 2 minuty, pierwsza myśl to czy nie za ostro. Tutaj witają mnie znajomi. Punkt był obstawiany przez ekipę „Z biegiem natury” , których pozdrawiam. Dybol napełnia mi bukłak, ja pije ciepły izotonik i butelkę wody, nic nie jem czym martwię Martynę, Martyna – dzięki za troskę. Wychodzę z punktu i zaczynam drugi etap – początek płaski – próbuję truchtać, ale jest ciężko-pojawia się pierwszy mini kryzys. Idę szybkim tempem, pochłaniam żel, wychodzę na polanę i znowu piękne góry przede mną. Zaczynam podejście i jest już lepiej, zaczynam znowu wyprzedzać, najwięcej znowu na najbardziej stromym podejściu czyli na Ciemniak. Zaczyna robić się już delikatnie ciepło, przybywa turystów, ale jest mega przyjemnie. gran_karolina_carnecka3Zaczynam biec po grani, a po stronie Słowackiej pojawiają się piękne widoki. Dobiegam do najbardziej znanych mi okolic Tatr czyli Kopy Kondrackiej , Świńskiego i Kasprowego Wierchu, czuję się jak w domu. Zbieg do Murowańca przebiega w miarę dobrze, chociaż moje tempo nie jest oszałamiające, wyprzedza mnie kilka osób, a przecież część z nich wyprzedzałem przed Czerniakiem. Mój najsłabszy element biegu to długie zbiegi po kamieniach- trzeba będzie potrenować w górach :). gran_victoria_olconDo Murowańca dotarłem po 7 godzinach i 14 minutach od startu. Tutaj był kolejny punkt żywieniowy na którym czekali na mnie kibice -Ania i rodzina Malczewskich -dziękuję ze Wam się chciało. Zjadam tylko dwa kawałki pomarańczy, napełniam bukłak, łyk Coli od Ani i wyruszam dalej. I znowu na początku etapu spadek energii, ale maszeruję dalej, nie poddaję się. Zagadują mnie dwaj turyści z którymi rozmowa w takiej sytuacji jest dla mnie o dziwo krzepiąca. Puszczam ich jednak do przodu i trzymam się za nimi. W głowie mam jednak to co przede mną i o czy sporo osób mówiło, czyli wspinaczka na przełęcz Krzyżne. Dlatego zaczynam zbierać siły, robię dwa odpoczynki po 3-4 minuty na których jem po połowie batona który dostałem dzień wcześniej od Rafała – dzięki Rafał uratowałeś mi tyłek. Tutaj tracę chyba najwięcej czasu i wyprzedza mnie też kilka osób. Zaczynam się wspinać, znowu pojawiają się koledzy turyści – pozdrawiam Was – wspólnie idziemy, ale końcówkę już pokonuję sam. Jestem na górze, patrzę w dół na to co mnie czeka, nie jest łatwo. Kurde, prawie się „popłakałem” przed wspinaczką, a tu trzeba znowu „płakać” przed zejściem :). Ale daję jakoś radę, spokojnie bo stromo, ale jednak żwawiej niż turyści. gran_tygodnik_podhalanski2Tak docieram do doliny Pięciu Stawów, tu jest naprawdę sielanka, tłumy turystów, przepiękna woda, słoneczko, a jak ledwo żywy. Ale też są słowa wsparcia od turystów, sporo braw i dopingu, jest też zbieg – długi i kamienisty. Znowu sobie słabiej radzę, uciekają mi inni zawodnicy, ktoś mnie wyprzedza, jest walka. Wiem, że muszę biec, wolniej ale muszę. To chyba najsłabszy mój okres, strasznie mi się dłuży, ale docieram do punktu na Wodogrzmotach. Uzupełniam wodę i zabieram się z innym zawodnikiem na ostatni etap. Niecały kilometr asfaltem na którym jest taki tłok jak na Krupówkach i skręt w las plus dodatkowo kilka miłych słów wsparcia od Grześka. Ostatni etap miał być najłatwiejszy, ale też najnudniejszy – tak też było. Dogania nas jeszcze jedna osoba i większość trasy pokonujemy razem. Wiemy że czasu do końca limitu mamy sporo, ale każdy z nas chce już być na mecie, a ona jak by nam ucieka. Gdzie możemy biegniemy, staramy się wspierać i ciągnąć wzajemnie. W końcu „czuć“ już metę, trochę się rozciągamy, każdy myśli już o tym żeby zobaczyć metę i mieć to za sobą. Ostatni zbieg i słychać wiwatujące osoby na mecie. gran_aniaSą też moi kibice, przybijam piątkę z córką Rafała – Anią i kończę ten bieg. Piątki z pozostałymi -Anią, Elą, Rafałem, Martyną, Szmajchele, Benkiem, Dybolem – dzięki że chciało Wam się czekać. Gratulacje dla innych zawodników i tych z którymi miałem okazję biec wspólnie, rozmawiać i wspierać się. Było ciężko, bolało, oj bolało, ale warto było. W końcu to moje przeżycie i nikt mi tego nie odbierze. Na spokojnie wiem, że mogłem pobiec szybciej o 30-40 minut , ale zabrakło mocy na zbiegach, to mój najsłabszy punkt. Nie narzekam, w końcu miało być w okolicy 15 godzin jest 13,22 i 44 miejsce, no ale taka moja natura, trochę muszę być surowy dla siebie :). Po biegu był zasłużony obiad, piwko i satysfakcja z kolejnej przygody.

Bieg ukończyło 172 osoby, co było dużym zaskoczeniem, jednak mamy w Polsce silnych i charakternych biegaczy. Gratuluję wszystkim wyników- tym co byli przede mną niskie ukłony, a turystom dziękuję za życzliwe słowa i doping oraz ustępowanie miejsca na trasie. Dziękuję wolontariuszom za pracę i serce włożone w to, aby ten bieg był na najwyższym poziomie. Wiem, że wrócę na niego jeszcze, że sporo pracy przede mną do wykonania. Obiecuję, że nad zbiegami będę pracował, a teraz misja maraton i walka o nową życiówkę :).

Trasa – 70 kilometrów długości,  suma przewyższeń to 5000 metrów. garn_trasa