9 Poznań Półmaraton

9PKO_poznan_półmaraton_logoNie ma co się oszukiwać, ostatnimi czasy bliżej mi biegowo w góry niż na ulicę. Jednak są dwa bardzo bliskie mi biegi. Jeden to Poznań Maraton, a drugi Poznań Półmaraton. Są oczywiście też inne biegi w których biegałem i dobrze wspominam. Jednak jak mam wybierać, zawsze stawiam na Poznańską wiosenną połówkę i jesienny maraton. Powtórzę pewnie kolejny raz są to dla mnie biegi bardzo ważne – miejsce, atmosfera, znajomość trasy i niesamowici kibice z rodziną i przyjaciółmi na czele.

Biegi górskie są nie do końca przewidywalne, biegnąc na tej samej trasie nie zawsze trafia się na takie same warunki pogodowe. Ulica, a w szczególności ta biegana na wiosnę lub jesień jest łatwiejsza do przewidzenia. Poza tym są to trasy atestowane, na których zawsze chce się powalczyć o jak najlepszy wynik, a najlepiej o nową życiówkę. Cel na ten bieg był jasny walka o nową życiówkę, wersja minimum złamać 1:18:… wersja lux poniżej 1:17:… Łatwo jest wyznaczyć cel, nie zawsze łatwo go zrealizować. Szczególnie, że moja życiówka w półmaratonie była z 2014 roku właśnie z poznańskiego półmaratonu. Moje przygotowania też nie były ukierunkowane pod ten właśnie start. Decydując się na start w ZUKu wiedziałem, że muszę skupić się na sile, kilometrach oraz kilku wyjazdach w góry. Jednak jestem zdania, że  z takiego treningu będc na takim poziomie jakim jestem, da się powalczyć również w biegu ulicznym na dystansie półmaratonu. pp_2016_1Zagadką jest zawsze pogoda, czy nie będzie za ciepło, czy nie będzie za bardzo wiało…itp. Tego dnia wszystko było wręcz ideale, małym problemem był jedynie deszcz, który padał przed biegiem i wszystko wskazywało, że padać będzie podczas biegu, ale przecież to nie pierwszy start czy trening w takiej aurze. Biec trzeba swoje i realizować założony plan. W tym roku była nowa trasa, zaliczyłem ją na plus, znałem ją dobrze i wiedziałem czego mogę się spodziewać. Od początku biegłem swoje. pp_2016Od jakiegoś czasu doszedłem do wniosku, że najważniejsze to realizowanie swoich założeń i nie oglądanie się na innych. Oczywiście jak jest możliwość podłączenie się do jakieś grupki biegaczy to dlaczego nie skorzystać, jeśli oni maja podobny cel. I tak na około 5 km pojawiła się właśnie taka grupka, około 8 osób z wieloma znajomymi twarzami. Pokonujemy kolejne kilometry razem, tempo bardzo mi odpowiada. Deszcz sobie pada i pada, a woda w koleinach na ulicy bywa momentami mało komfortowa. Co poradzić ,takie warunki. Przed 10 km jest Ania i są znajomi, dostaję wsparcie. 10 km mijam idealnie według założenia, ale zdaję sobie sprawę, że kolejne kilometry łatwe nie będą. 
Liczna grupa delikatnie się rozerwała, ktoś został z tyłu, ktoś inny delikatnie podkręcił tempo. Zostaje nas czterech, Szymon, Adam i nieznajomy kolega, który biegnie bardzo specyficznie. W kadym razie zaczyna się najbardziej pofałdowany odcinek trasy. pp_4Praktycznie od podbiegu na ul. Hetmańską, aż do skrętu w ul. Arciszewskiego cały czas profil jest mało korzystny. Zdawałem sobie sprawę, że tu będzie najtrudniej. Widzę, że jest problem z utrzymaniem tempa, a w okolicy ul. Głogowskiej mam chyba najtrudniejszy moment biegu. Walczę, nie odpuszczam, wiem że po 14 km czeka na mnie Karolina z żelem, który na 100% da mi zastrzyk energii. Jest tam, gdzie się umówiliśmy, odbieram od niej hydro żel Squezzy i błyskawicznie go pochłaniam. Grunwaldzka już coraz bliżej, delikatnie odrywam się od Szymona i Adama, za mną utrzymuje się nieznajomy z naszej grupy. Jest skręt w Grunwaldzką, dobiegamy do ronda, nawrót o 180 stopni i już tylko długa albo bardzo długa prosta do mety :). Wiem, że z czasem nie jest idealnie. Postanawiam w miarę rozsądku podkręcić tempo. Teraz juz to samotna walka, widzę przed sobą kolejne osoby, wiem, że część z nich uda się dogonić. Przy ul. Bułgarskiej jest znowu Karolina, krzyczy dodaje siły. Wiem, że teraz został mi ten sam odcinek do mety jak na maratonie. Różnica jest taka, że teraz pada, ale nie ma wiatru w twarz, który podczas jesiennego biegu pokonał wiele osób. pp_3Układam sobie w głowie kolejne skrzyżowania. Grochowska, Przybyszewskiego, Matejki… To mnie dodatkowo mobilizuje, na maratonie zadziałało to teraz też musi. Cały czas kogo mogę próbuję wyprzedzić, niestety nie ma zbyt wiele osób w moim zakresie. Jest 20 km, widzę Janusza z rad którego często korzystam, krzyczy, że mam się rozluźnić i trzymać tempo. W tym samym momencie zostaję wyprzedzony przez 2 osoby, jedna z nich jak się później okazuje to internetowy znajomy Grzegorz. Krzyczą, że mam się z nimi zabrać. Próbuję ich nie zgubić. Końcówka jest z górki, biegnę już na rezerwie. Cały czas nie wiem czy uda sie nabiegać życiówkę. Jednak wierzę, że tak, skręt na targi, tłum krzyczy, ostatnie 200 metrów po mega mokrym dywanie. Nie widać zegara, jest uszkodzony. Dopiero kilka metrów przed metą widać czas… jest udaje się 1:17:27…plan minimum osiągnięty :). Nie będę ukrywał, że po cichu liczyłem, że może uda się dobiec poniżej 1:17:00. Jednak ten wynik również cieszy, życiówka poprawiona o 39 sek to zawsze do przodu. Zastanawia jedynie jedna rzecz – jakby się biegło, jeśli nie padałby deszcz, bo poza tym warunki wyśmienite, temperatura super, wiatru brak, tylko sporo wody…ale jest jak jest i tutaj kropka.

Podziękowania dla partnerów za wsparcie: Buff Polska za ciuszki, X-socks Polska za super skarpetki, ZmianyZmiany za naturalną energię, Squezzy Polska za szybką energię.

Miejsce open 39/11346 w kat. wiekowej 5/1374

zdjęcia: T. Szwajkowski, Szaszner,