2 x Śnieżka jak dla mnie

LOGO-3xSniezka-biały-banerTego biegu nie było w moim kalendarzu, ani też w planach, ale może po kolei. Po starcie w Rzeźniku zaplanowałem sobie kolejny start w biegu górskim w Beskidzie Żywieckim czyli Chudym Wawrzyńcu. W między czasie otrzymałem propozycję pracy na obozie deskorolkowym Wood Camp z której skorzystałem. Nie do końca byłem jednak świadom, że moje treningi i samopoczucie delikatnie ulegnie naruszeniu. Dokładnie dwa tygodnie przed startem pojechałem na obóz.

Wcześniej zachaczając o Beskid Zywiecki gdzie zrobiłem trening , który skończył się zboczeniem ze szlaku i obdartym tyłkiem :). Obóz zakończył się w piątek, a start był w sobotę o 4 rano, już wcześniej miałem myśli żeby tam nie jechać. Mój organizm był dosyć zmęczony, a co najgorsze, nie zrealizowałem podczas obozu planu treningowego – życie. Oczywiście uparłem się i dotarłem do Rajczy, tam w wieloosobowym pokoju w doborowym towarzystwie kilka godzin snu i na start. Początek w miarę spokojnie, ale cały czas gdzieś w czubie. Porównywałem tempo do Rzeźnika i wydawało mi się spokojniejsze, ale organizm niestety nie był zbyt świeży. Po około 7 km, skończył się asfalt i zaczął szlak górski i to był już koniec. Coś co robiłem swobodnie teraz było męczarnią, długo nie myślałem i w okolicy Zwardonia zszedłem pierwszy raz z trasy. Oczywiście z wyrzutami, dlatego postanowiłem kilka dni wypocząć i w piątek udać się do Karpacza. Zdecydowałem się na dystans 33 km (wyszło mi według gps prawie 36 km) czyli dwa wbiegnięcia na Śnieżkę. Po zapisaniu dotarło do mnie, że jest to przedłużony weekend i co za tym idzie, nie ma za bardzo gdzie znaleźć miejsca noclegowego. Dzięki uprzejmości Tomka i pensjonatu Granit udało się przenocować z piątku na sobotę. W sobotę o 9 start na deptaku w Karpaczu. Wszyscy zawodnicy ruszyli razem, czyli dystans mini, średni i ultra. Nie za bardzo wiedziałem kto biegnie na moim dystansie i z kim mam rywalizować. k.waseDodam tylko jeszcze, że pogoda tego dnia była bardzo paskudna, spory opad deszczu, zimno i wietrznie. Praktycznie całą noc padał deszcz co gwarantowało niezłą ślizgawkę na kamienistych szlakach. Od początku kilka osób mocno ruszyło, ale ja spokojnie biegłem swoje,  nie chcąc się skończyć za szybko. W głowie miałem incydent z ubiegłego tygodnia, wiedziałem, że nie będzie to mój najmocniejszy bieg, a raczej poprawienie sobie samopoczucia. Trasa prowadziła przez Krucze Skały i dalej czarnym szlakiem do Sowiej Przełęczy, a dalej czerwonym przez schronisko Jelenka do drogi Śląskiej, gdzie pojawił się mały problem. Sędzia nie za bardzo wiedział gdzie nas skierować, była nas około 5 osobowa grupka, ale wszyscy razem wbiegliśmy na szczyt Śnieżki. Tam nie było nikogo więc drogą Śląską, na Kopę i czarnym szlakiem w dół w stronę miasta, gdzie już strażacy skierowali nas na deptak. Tam nawrotka i z powrotem w górę, biegłem za chłopakiem w niebieskim ortalionie, nie za bardzo wiedziałem na jakim dystansie startuje. Wiedziałem, że biegnę na 6 może 7 pozycji, przynajmniej tak wynikało z informacji od osób które mijałem na deptaku, a nawet wcześniej. Teraz trasa biegła czerwonym szlakiem do schroniska Nad Łomniczką i tutaj dogoniłem kolegę, jak się później okazało kojarzyliśmy się z tras biegowych. Pokonaliśmy w miarę wspólnie resztę odcinka do schroniska. Tutaj dostałem informację, że jestem 5, ale nie dam rady dognić tych co są przede mną, bo są daleko. To biegnę swoje, a raczej idę, bo zaczyna się według mnie jeden ze stromszych podejść w Karkonoszach, czyli szlakiem czerwonym pod dom Śląski i dalej na Śnieżkę.o.dąbrowska

Wcześniej na treningach dwa razy pokonywałem już to podejście, wiedziałem więc jak rozłożyć siły. Całość pokonałem dosyć szybko i sprawnie, po drodze pochłaniając żel i wpijając izotonic który dostałem przy domu Śląskim. Na szczycie Śnieżki obejrzałem się i nikogo z tyłu nie widziałem, więc spokojnie rozpocząłem zbieg, przed Kopą miałem małą niemoc, ale szybki żel, a raczej jego końcówka i łyk coli szybko postawił mnie na nogi. Będąc przed Białym Jarem miły kibic z dwójką dzieci oznajmił mi, że około minutę mam przed sobą zawodnika. Świetnie, a podobno był tak daleko, osłab czy mnie w błąd wprowadzili ? Tak wiedziałem, że nie mam szans go dogonić, zostało pewnie niewiele ponad kilometr do mety. Faktycznie jak wbiegałem na deptak było słychać, że ktoś przekracza metę, jak się okazało był dokładnie 57 sek wcześniej. I tak zakończyłem na 5 pozycji te dosyć odmienne zawody. W sumie pokonałem 35,8 km, a suma przewyższenie wyszła 2052 metry, czyli jak na taki dystans nie najgorzej. Po analizie wyników dystans mini był najsłabiej obsadzony i śmiało mogę stwierdzić, że łatwo by go było wygrać, nawet przy takiej formie. Trochę żałowałem,  że nie spróbowałem dystansu ultra, bo mogłem tam też powalczyć i o miejsce no i z samym sobą. Co do swojego dystansu na pewno pierwszy Piotrek Hercog to nie moja liga, ale pozostałe osoby były już bardzie w zasięgu, na pewno pozycja czwarta. Wydaje mi się, że na takim dosyć krótkim górskim dystansie trzeba też śmielej ruszyć, jak chce się powalczyć o lepsze miejsce, ale rozegrałem to tak, a nie inaczej i jest to moje kolejne doświadczenie w biegu górskim i to w wymagających warunkach. Co do samej organizacji to wydaje mi się, że nie stała na najwyższym poziomie i było kilka mankamentów. Życzę organizatorom powodzenia w kolejnych edycjach, wiem też, że mamy sporo ciekawszych imprez górskich w naszym kraju.

Podoba się Tobie ten wpis, Prześlij znajomym!