14 Poznań Maraton

49478_normalMyślę, że mógłbym pobiec na jesień maraton w innym mieście, może w innym kraju, ale tu jest mi dobrze. Jeżeli mam w swoim mieście kompletny maraton oraz wsparcie rodziny, przyjaciół i kibiców to czego można chcieć więcej. Dlatego po raz piaty stanąłem na linii startu Poznań Maratonu. Tak jak już wcześniej wspominałem była to mój najważniejszy start jesienny, do którego starałem się solidnie przygotować.

Równo o 9 rano z ulicy Grunwaldzkiej wystartowało prawie 6 tys biegaczy, żeby pokonać królewski dystans ulicami Poznania.
maraton_2013_a_cziereszkoWcześniej byłem już umówiony z moim kolego-trenerem Szmajchelem, że pobiegnie do około 30km razem ze mną. Strategia była prosta – zaczynamy spokojnie, a od 5km przyśpieszamy i trzymamy tempo między 4,05-4,08 tak do 30km, a później w miarę możliwości delikatnie przyśpieszam, tak aby druga połówka była szybsza. Każdy kto biegł maraton wie, że początek jest jedną wielką zabawą, biegnie się miło i przyjemnie, a doping kibiców dodaje energii. Trzeba tylko bardzo się pilnować żeby nie przesadzić i nie pobiec za szybko.1395875_10151916517272801_1239995963_nWszystko przebiegało według planu, po drodze spotykaliśmy sporo znajomych, którym oczywiście dziękuję za wsparcie. Cały czas wyprzedzaliśmy kolejnych biegaczy, również z czasem zrobiło się luźniej na trasie. maraton_2013_1Połowę dystansu pokonaliśmy według założenia 1,26,27 – biegło się swobodnie. Nie wiem dlaczego, ale w okolicy 26-27km w mojej głowie pojawiło się delikatne zwątpienie czy aby nie za szybkie tempo i czy dam radę. Słowa Szmajchela były dosyć wymowne – „przestań się mazać”. No to przestałem. Na 29km mój serwismen Siwy przekazał mi żel, ja oddałem mu rękawiczki i czapkę, a Szmajchel zakończył bieg. Wówczas zdałem sobie sprawę, że zaczyna się maraton :).  Całą ulicę Warszawską oraz Zawady pokonałem z mega lekkością. Cały czas jednak w głowie miałem podbieg na Serbskiej. 1381718_557752044294557_1511036417_nWiedziałem, że będzie tam ciężko, ale nie było dramatu, co prawda tempo spadło około 15 sek na kilometrze, ale nie było tragedii. Wiedziałem tylko, że muszę walczyć; na wysokości Pestki skręt w lewo i ostatnie 4 km. Jest zbieg, co prawda nogi już tak nie niosą, ale staram się wrócić do swojego założonego tempa. Skręt w prawo i przez bark widzę, że tuż za mną jest Daniel (kolega z tras biegowych). Mówię do niego żeby biegł, ale on odpowiada, że ma mega kolkę. Mijamy razem 40 km, rzut okiem na zegar i widzę, że nie udało się podkręcić tempa, ale tragedii nie ma. Na wysokości skłotu Rozbrat jest drużyna wsparcia – Szmajchel, Karolczak, Tomek i kolega Daniela, dają nam mega wsparcie. Pokonują z nami kilkadziesiąt metrów, a Szmajchel biegnie dalej. Skręcamy w Mickiewicza i tutaj ostatnia ciężka przeprawa – nie dosyć, że pod górkę, to jeszcze kostka brukowa. Słyszę tylko słowa Szmajchela -” do końca kostki i już jesteś w domu”. Wybiegam z Zeylanada i wpadam na Targi. Przyśpieszam, widzę zegar, może się uda złamać 2,53 ale chyba nie, wpadam czas brutto 2,53,03 czas netto po otrzymaniu wiadomości sms to 2,52,59 🙂 czyli życiówka z zeszłego roku została pobita o 5,22 minuty. Zajmuję 60 miejsce na 5680 biegaczy którzy ukończyli maraton. maraton_2013_2Wiem, że dałem z siebie 100%, ale też nie będę ściemniał, że liczyłem na odrobinę więcej. Wydawało mi się, że drugą połowę uda mi się pobiec o minutę, półtorej szybciej. Niestety przesunięcie podbiegu na Serbskiej na dalsze kilometry i początek Mickiewicza trochę zweryfikowały moje zamiary. W każdym razie udało się pobiec obie połówki praktycznie idealnie – druga była o 4sek wolniejsza. Cieszy mnie za to mój progres na kolejnych punktach kontrolnych  i zajmowane na nich pozycje 10 km – 128, 21,1 km – 96, 30 km – 84, 40 km – 65, Meta – 60. Jednak najbardziej miłą informacją był to, że zostałem wicemistrzem Poznania w maratonie :), co prawda na podium nie było dane mi stanąć, ale dzięki uprzejmości Karoliny i Piotra, bon dotarł w moje ręce błyskawicznie.

W tym miejscu bardzo chciałbym podziękować Ani, mojej Teściowej za wyrozumiałość oraz pomoc w organizowaniu czasu na treningi, Szmajchelowi za prowadzenie mojego przygotowania (mam nadzieję, że nasza współpraca będzie trwać dalej), Łysemu za przebiegnięte kilometry na treningu i Antonowi za wspólne i bezkonfliktowe miejsce naszej pracy. Oraz tym wszystkim którzy wspierali mnie dobrym słowem przed maratonem, na maratonie i po nim, szczególne dzięki dla Siwego i Sojazzza. Dzięki raz jeszcze. Za rok mam nadzieję, że znowu będzie okazja.

Podoba się Tobie ten wpis, Prześlij znajomym!